- Zostaw mamę, nie krzywdź jej! Nie chcę, żeby umarła – krzyczy sześcioletnia Ania, kiedy ojciec na oczach jej i trójki rodzeństwa bije i gwałci matkę.
Pani Joanna ma 32 lata. Wygląda o 20 lat starzej. Jest bardzo szczupła – skóra i kości. Ma ciemne włosy mocno poprzeplatane siwiuteńkimi kosmykami. Twarz chowa za przeciwsłonecznymi okularami. Na ciele nosi ślady po pobiciu. Życie dało jej mocno w kość. Wyszła za mąż, kiedy miała 17 lat. Była w ciąży. Wydawało się jej, że nie ma wyjścia, rodzice naciskali. Powiedzieli, że za bękarta wyklną ją i nie będzie mogła więcej przestąpić progu ich mieszkania. On już wówczas pił, ale Joannie nawet to trochę imponowało. Pracował, miał pieniądze, a w jej rodzinnym domu ciągle była bieda. Poza tym w środowisku Joanny panowało przekonanie, że mężczyzna od czasu do czasu po prostu musi wypić. Co to za chłop, który kielicha odmawia? Tyle że pił coraz więcej, a po alkoholu robił się agresywny.
Jest starszy od Joanny o 10 lat. Wysokie, potężne chłopisko – ponad 190 cm wzrostu i ze 100 kilo wagi. Alkoholik, recydywista. Odsiadywał dwa wyroki za znęcanie się nad rodziną i jeden za kradzież. Za każdym razem zwalniano go warunkowo. Wracał i znowu znęcał się nad najbliższymi.
Kiedy kilka miesięcy po rozwodzie Danuta po raz pierwszy chciała odebrać mu prawo do opieki nad dziećmi, do rozprawy nawet nie doszło.
- Wysłał list do sądu. Napisał, że nas kocha i nie może żyć bez dzieci. Przysięgał, że popełni samobójstwo, jeśli sąd odbierze mu możliwość kontaktów z dziećmi. Oskarżał mnie o zdrady i brak opieki nad dziećmi – opowiada Joanna.
Kobieta mieszka w starej świętochłowickiej dzielnicy górniczej, w rozpadającym się ze starości familoku. Zajmuje przechodni pokój z kuchnią na niskim parterze. Okna ledwo odstają od ziemi. Nie ma ciepłej wody, łazienki, tylko wspólna z sąsiadami ubikacja na korytarzu. Wraz w Joanną mieszka tu czwórka dzieci: 15-letni Tomek, 13-letnia Dorotka, 6-letnia Ania i 2-letni Krzyś. Jej były mąż ma trzypokojowe mieszkanie w bloku, ale większość czasu spędza u byłej żony. Odwiedza rodzinę o różnych porach dnia i nocy: kopniakiem otwiera okno i wskakuje do środka.
Dzieci boją się ojca. Kiedyś próbował udusić Dorotę, a jej siostrę uderzył pięścią w twarz. Najbardziej uwziął się na Tomka, który stawia się, broni matki. Tata twierdzi, że lubi tresować dzieci, bo to najlepszy środek wychowawczy. W środku nocy każe im wstawać z łóżek i ubierać się. Po chwili zmienia zdanie. Kiedy nie słuchają, leje czym popadnie. I tak w koło, aż mu się znudzi lub uśnie po wypiciu kolejnej butelki alkoholu. Bije tak, by bolało, ale żeby nie zostały ślady. Po dwóch wyrokach za znęcanie się nad rodziną jest już ostrożny. Wie, że nie może przesadzić. Rekompensuje to sobie znęcając się nad rodziną psychicznie.
Są więc wyzwiska, obelgi, obmawianie przed znajomymi, sąsiadami. Chodzi po instytucjach, w których jego była żona szuka pomocy, i opowiada, że jest oszustką. Płacze na zawołanie. Udowadnia, że jest idealnym mężem pokrzywdzonym przez bezwstydną i złą kobietę, która na dodatek usiłuje mu odebrać dzieci. A on przecież tak je kocha i żyły sobie wypruwa, żeby zarobić na ich utrzymanie.
- Wiele razy odgrażał się, że kiedyś zatłucze mnie na śmierć. Ja mu wierzę. Próbował mnie dusić. Jak wpada w szał, nie potrafi się opamiętać. Byłam w zaawansowanej ciąży, kiedy kopał mnie po brzuchu i głowie – żali się Joanna. – W końcu nie wytrzymam i coś mu zrobię. On cieszy się, kiedy się go boimy. To psychopata. Ja już nie czuję się kobietą, przestałam o siebie dbać. On zabrał mi pół życia. Gwałci mnie przy dzieciach. Jest brudny i brutalny, śmierdzi alkoholem. Śmieje się, że zrobi mi następne dziecko. Przecież Krzysia poczęłam rok po rozwodzie. Nie przyznał się do niego. Ja już nie chcę rodzić. Kocham dzieci, ale więcej nie chcę i nie mogę. Nie mam za co utrzymać tych, które już sprowadziłam na świat – mówi Joanna.
Nie raz zdarzyło się, że z dziećmi uciekała z domu. Włóczy się wtedy po znajomych i rodzinie. Tomek i Dorota do szkoły chodzą w kratkę. Na szczęście mają wyrozumiałe wychowawczynie, które im współczują, pomagają. Starają się załatwić darmowe, używane książki. Tych ostatnich trzeba, bo kiedy tylko ojciec znajdzie je, targa na strzępy.
Mężczyzna nie pracuje. Czasami tylko złapie coś dorywczo. Kradnie. Byleby wystarczyło na alkohol. Po wikt i opierunek przychodzi do byłej żony. Nie można od niego ściągnąć alimentów.
- Odbiera dzieciom ostatnią kromkę. Jedzenie przechowuje nam zaprzyjaźniona sąsiadka. Dzieci jedzą obiady w szkole. Opłaca je pomoc społeczna – opowiada Joanna. – Ostatnio wytłukł wszystkie talerze. Staram się jak mogę, by dzieci miały w miarę dobre warunki. Gdy ktoś wymienia meble, odkupuję je, spłacam w ratach. Tylko po co? On przychodzi i wszystko niszczy. Malowanie ścian i okien też nie ma sensu. Dawniej na trzeźwo coś mi jeszcze pomógł. Teraz ubliża, nawet gdy nie pije. Już nie wiem, co robić.
Były mąż Joanny rozgłasza, że jest histeryczką. Przysięga, że kocha i ją, i dzieci. Jest w tym bardzo przekonujący. Ona jest zastraszona, nie wie, gdzie ma zwrócić się po pomoc. Kiedy zgłaszała się na policję i do prokuratury, były sprawy sądowe, zapadał wyrok. Ale co z tego, kiedy po wyjściu były mąż bił ją jeszcze bardziej, tak jakby chciał nadrobić stracony czas?
A CO TY SĄDZISZ? DODAJ SWOJĄ OPINIĘ!
Dlaczego mimo istnienia potężnej, pochłaniającej ogromne pieniądze podatników machiny wymiaru sprawiedliwości i opieki społecznej, ciągle dochodzi do takich dramatów, jaki przeżywa Joanna? Jak ma zachować się kobieta upodlona, maltretowana przez osobę, która powinna jej służyć wsparciem? Być może Państwo także przeżyliście lub byliście świadkami takich domowych horrorów, przez jaki teraz przechodzi Joanna. Czekamy na Wasze głosy.
WANDA NOWICKA, szefowa Federacji na rzecz Kobiet i Planowania Rodziny:
- Niestety nie znamy skali przemocy w rodzinie. To ogromny problem. Ciągle jesteśmy bardzo daleko od jego rozwiązania. Nie mamy w kraju dobrego systemu pomocy ofiarom. W policji, która jako pierwsza ma styczność z pokrzywdzonymi, sporo się zmieniło, ale nie wszędzie. Tylko w niektórych komendach przestrzega się zasady, że zgwałconą kobietę powinna przesłuchiwać kobieta. Najgorzej jest w małych miastach. Punkty, w których można uzyskać pomoc, działają także przy ośrodkach pomocy społecznej, w powiatach. Jednak to nie wystarcza. Nad pobudzeniem u ludzi wrażliwości na przemoc w rodzinie pracują głównie organizacje pozarządowe. W Warszawie działa m.in. Centrum Praw Kobiet oraz Federacja na rzecz Kobiet i Planowania Rodziny, którą kieruję.
Uruchomiliśmy telefon zaufania dla kobiet (tel. 022 6320882 pon.-pt. godz. 16.00-20.00). Dzwoniąc tam można uzyskać wskazówki. Doradzimy, skierujemy do odpowiednich instytucji. Przeszkodą w udzieleniu pomocy osobie potrzebującej nie może być brak np. pieniędzy na telefon. Wystarczy zadzwonić, podać swój numer, a my możemy oddzwonić. Wydajemy też broszury-przewodniki, dzięki którym kobiety mogą poznać swoje prawa. Pomagają im poradzić sobie w instytucjach publicznych, które niestety nie zawsze bywają życzliwe.
Autor artykułu: ALDONA MINORCZYK-CICHY