Archive for July, 2001

Chorujemy, niestety!

Wednesday, July 25th, 2001

Z danych jakie uzyskaliśmy w Śląskim Centrum Zdrowia Publicznego w Katowicach wynika, że pacjentów z chorobami układu krążenia wciąż w Chorzowie jest więcej niż w innych miastach województwa. W roku 2000 wskaźnik tzw. chorobowości (opisuje chorych leczonych) dla woj. śląskiego wynosił ponad 7 tys. osób na 100 tys. mieszkańców, a dla Chorzowa – prawie 9 tys.

Choroby układu krążenia oraz choroby nowotworowe były głównymi przyczynami zgonów chorzowian w latach 1988-1995.

- Wśród chorób układu krążenia najczęstszą przyczyną śmierci była choroba niedokrwienna serca, a grupie chorób klasyfikowanych jako ta choroba – ostry zawał serca. Z danych wynika, że w latach 1994-1998 wskaźnik hospitalizacji mieszkańców Chorzowa z powodu chorób układu krążenia wzrósł o ponad 6 procent, a z powodu choroby niedokrwiennej serca aż o ponad 17 procent. Przykładowo: w 1996 roku wskaźnik pacjentów z Chorzowa hospitalizowanych z powodu chorób układu krążenia w szpitalach dawnego województwa katowickiego wynosił 320 osób w przeliczeniu na 10 tys. mieszkańców i był wyższy aż o 39 procent w stosunku do wskaźnika ogólnopolskiego – podkreśla Bożena Gołkowska z Wydziału Zdrowia chorzowskiego Urzędu Miasta. Dlatego tak ważną sprawą wydaje się przekształcenie istniejącej i cieszącej się renomą placówki w zakład dostępny bez ograniczeń wynikających z tego, kto jest właścicielem.

- Obecnie udzielamy ok. 3,5 tys. świadczeń rocznie. Z wstępnych analiz wynika, że po przekształceniu się w zakład niepubliczny moglibyśmy udzielać ok. 10 tys. świadczeń rocznie – dodaje dr n. med. Ewa Kozielska-Nawalany, kierująca pracą poradni w Batorym. W najbliższym czasie zamierza przedstawić ofertę Śląskiej Regionalnej Kasie Chorych. Jeżeli wszystko pójdzie zgodnie z planem to poradnia od stycznia może działać jako niepubliczny zoz. Niedawno w mieście opublikowano też wyniki, prowadzonego wśród mieszkańców w wieku od 18-64 roku życia, badań w ramach Programu Profilaktyki Przewlekłych Chorób Niezakaźnych CINDI.

Od 1998 do 2000 roku przebadano ponad dwa tysiące losowo wybranych chorzowian. Tylko u jednej trzeciej badanych nie wykryto żadnych schorzeń niezakaźnych i czynników ich ryzyka. Generalnie najwięcej jest chorób układu krążenia i chorób współtowarzyszącyh. Otóż u 34 proc. przebadanych stwierdzono hipercholesterolemię, u 32 proc. – nadwagę, u ponad 14 proc. – otyłość, u ponad 27 proc. – nadciśnienie tętnicze, u prawie 10 proc. – chorobę niedokrwienną serca. Ponadto okazało się, że chorzowianie pomimo tak propagowanego zdrowego stylu życia wciąż mają złe nawyki żywieniowie, niezdrowo spędzają czas wolny, wakacje, urlopy, nieregularnie uprawiają sport i zdecydowanie za dużo palą. Palaczy zarówno wśród kobiet, jak i mężczyzn, najwięcej jest w grupie wiekowej 35-44 lat. W konsekwencji to wszystko prowadzi do chorób układu krążenia, które, jak podkreśla dr Dariusz Galus, przewodniczący Rady Programowej CINDI w Chorzowie, przez lata mogą przebiegać skrycie, nie boleć, nie dawać żadnych niepokojących objawów, a kończą się często zawałem serca, czy udarem mózgu.

Autor artykułu: BOŻENA FERDYN

Spontaniczne sparingi

Wednesday, July 25th, 2001

Przygotowujący się do inauguracji sezonu ligowego w grupie II katowickiej ,okręgówki” piłkarze rezerwowej drużyny Ruchu Chorzów pierwszy sparing rozegrają w czwartek. Ich przeciwnikiem będzie inny chorzowski zespół – AKS.

Przypomnijmy, że sezon w lidze okręgowej rozpocznie się 11 sierpnia. Czasu pozostało niewiele i wydawało się, że drużyna grającego trenera Seweryna Siemianowskiego (niedawno zastąpił Mirosława Mosóra) nie zdąży rozegrać żadnego sparingu. Tymczasem już jutro (początek meczu – godzina 17) ,niebiescy” zmierzą się z AKS. Mówi Seweryn Siemianowski: – To wszystko dzieje się nieco… spontanicznie. Jeśli tylko ktoś zadzwoni, to umawiamy się na sparing. Ważne jednak, że gramy. W czwartek na boisku AKS, a w sobotę – najprawdopodobniej z czwartoligową Walcownią Czechowice. Chcemy zagrać ten mecz u siebie, ale szczegóły nie są jeszcze ,dograne”, bo nie wiem czy nasze boisku będzie już gotowe…

W zajęciach prowadzonych przez trenera Siemianowskiego uczestniczy zazwyczaj 16-20 piłkarzy. Brakuje bramkarza Browarskiego, który zapewne trafi do Wawelu Wirek albo Slavii Ruda Śląska oraz Golby. Ten drugi najprawdopodobniej grać będzie w Górniku MK Katowice. W zbliżającym się sezonie Browarskiego w bramce Ruchu II zastąpi 19-letni Marcin Olejniczak.

- Do tej pory występował on w Międzywojewódzkiej Lidze Juniorów – informuje Seweryn Siemianowski. – Mamy wprawdzie teraz tylko jednego bramkarza, ale na pewno przed meczami w ,okręgówce” trafiać będzie do nas któryś z golkiperów pierwszego zespołu. Najważniejsze jest jednak to, że zagramy sparingi i będę mógł zobaczyć, co zawodnicy prezentują i którzy z nich grać będą w lidze – dodaje.

Autor artykułu: lis

Przytną DTŚ-kę?

Tuesday, July 24th, 2001

- Kłopoty z finansowaniem Drogowej Trasy Średnicowej poważnie odbiją się na innych inwestycjach w Katowicach – ostrzegał prezydent miasta Piotr Uszok na wczorajszej konferencji prasowej. Dziś w Sejmie podczas czytania ustawy o finansowaniu samorządów będą się ważyć losy DTŚ, która może stracić pieniądze.

Jeśli obecny projekt przejdzie, Średnicowa nie będzie już finansowana z części subwencji drogowej budżetu państwa. 5-procentowy odpis przeznaczony na byłe inwestycje centralne znika z ustawy. Oznacza to, że pieniądze na DTŚ zostaną przekazane w inny sposób, prawdopodobnie poprzez kontrakt regionalny. Jednak czy na pewno będą przekazane – jeśli w ogóle znajdą się w kontrakcie – i w jakiej wysokości, tego nie wiadomo.

- O przeznaczeniu tych funduszy będzie decydował samorząd województwa. To stworzy duże zagrożenie dla tej inwestycji – twierdzi Uszok. Prezydent obawia się, że pieniądze na DTŚ zostałyby uwikłane w rozgrywki polityczne i przeznaczone na inne cele.

Ten czarny scenariusz jest bardzo prawdopodobny, ponieważ projekt ustawy o finansowaniu samorządów, obcinający subwencję m.in. na DTŚ, został przegłosowany na posiedzeniu połączonych komisji samorządu i finansów w ubiegłą środę bez jednego głosu sprzeciwu. Poparli go nawet posłowie ze Śląska, którzy przewodniczyli obu komisjom: Barbara Imiołczyk i Mirosław Sekuła.

Na razie pieniądze na budowę DTŚ są zabezpieczone tylko na rok 2001: w sumie 153 mln złotych, z czego 62 mln z budżetu państwa oraz 91 mln pochodzących z kredytu Europejskiego Banku Inwestycyjnego. Większość tych pieniędzy – około 100 mln (33 mln z budżetu i 67 mln z EBI) – pochłoną prace w Katowicach. Na przyszły rok potrzebna jest co najmniej taka sama kwota. Zwłaszcza że w tym czasie przewidziane są roboty m.in. przy 600-metrowej estakadzie na wysokości Dębu oraz budowie ulicy Stęślickiego. Tymczasem brak pieniędzy z budżetu państwa może doprowadzić nawet do zerwania kontraktu z EBI, co oznaczałoby katastrofę.

Przedstawiciele Zarządu Miasta sugerują, że brak budżetowej dotacji na budowę DTŚ w przyszłym roku może sprawić, że Katowice będą musiały zmienić przyszłoroczne zamierzenia inwestycyjne także w innych dziedzinach, np. w budownictwie mieszkaniowym czy gospodarce komunalnej. Chcąc budować dalej trasę (przy założeniu, że cały czas dostępny jest kredyt z EBI), musiałyby co roku wydawać z własnego budżetu kwotę od 40 do 60 mln złotych.

Autor artykułu: ADAM WOŹNIAK

Taczka pozostała pusta

Tuesday, July 24th, 2001

Od dwóch tygodni trwa protest pracowników będzińskiego oddziału PKM w Sosnowcu. Kierowcy zorganizowali najpierw pikietę pod magistratem, a kilka dni temu rozpoczęli głodówkę. Pracowników PKM zbulwersowała decyzja Rady Miejskiej z 25 czerwca o umorzeniu udziałów gminy Będzin w spółce PKM w Sosnowcu. Dla kierowców jest to równoznaczne z likwidacją będzińskiej zajezdni autobusowej i utratą miejsc pracy przez 235 osób.

- Jeśli postulaty nie zostaną spełnione, to protest zaostrzymy. Kolejne osoby chcą przyłączyć się do głodówki – mówi Krzysztof Leśniak, przewodniczący Regionalnego Sekretariatu Służb Publicznych woj. śląskiego.

- Dalszy udział gminy Będzin w spółce byłby zagrożeniem dla finansów miasta, bo zgodnie z uchwałą Zgromadzenia Wspólników kapitał spółki ma zostać podwyższony o 100 procent. Umorzenie udziałów pozwoli uniknąć zagrożenia i odzyskać nie wydzielony majątek zajezdni w Będzinie – uzasadnia uchwałę Stanisław Surmik, naczelnik Wydziału Inwestycji Miejskich UM w Będzinie.

Wczoraj odbyła się gorąca debata na temat komunikacji na sesji Rady Miejskiej. Pracownicy PKM ustawili przed mównicą taczkę. Tadeusz Donocik, prezes Zarządu Spółki PKM Sosnowiec, podkreślił, że uchwała Rady Miejskiej nie ma żadnych skutków prawnych. Decyzję o umorzeniu udziałów musi zaakceptować Zgromadzenie Wspólników spółki. Nadzwyczajne zgromadzenie zaplanowano na 28 września.

- Jeśli sytuacja spółki PKM jest dobra, będzińskiej zajezdni nie grozi likwidacja – mówił prezydent Będzina, Antoni Marcinkiewicz.

Autor artykułu: (A.Z.)

PSL na sportowo

Tuesday, July 24th, 2001

Marian Dziurowicz, były prezes Polskiego Związku Piłki Nożnej i Piotr Werner, były znany sędzia piłkarski mają poprowadzić Polskie Stronnictwo Ludowe woj. śląskiego do sukcesu wyborczego. ,Czarnym koniem” ludowców w wyborach do Senatu ma być profesor Stanisław Pasyk, kardiolog z Zabrza, który wystaruje w gliwickim okręgu wyborczym.

PSL w najbliższych wyborach desygnuje w naszym regionie aż 110 kandydatów, z których na palcach jednej ręki policzyć można osoby powszechnie znane. Wielu – w tym były minister przemysłu – Klemens Ścierski, odmówiło umieszczenia swoich nazwisk na listach wyborczych. Ludowcy są jednak ludźmi silnej wiary, bo są przekonani, że zdobędą na terenie woj. śląskiego co najmniej sześć mandatów poselskich i jeden senacki.

Autor artykułu: (wit)

Maltretowana kobieta szuka pomocy

Friday, July 20th, 2001

- Zostaw mamę, nie krzywdź jej! Nie chcę, żeby umarła – krzyczy sześcioletnia Ania, kiedy ojciec na oczach jej i trójki rodzeństwa bije i gwałci matkę.

Pani Joanna ma 32 lata. Wygląda o 20 lat starzej. Jest bardzo szczupła – skóra i kości. Ma ciemne włosy mocno poprzeplatane siwiuteńkimi kosmykami. Twarz chowa za przeciwsłonecznymi okularami. Na ciele nosi ślady po pobiciu. Życie dało jej mocno w kość. Wyszła za mąż, kiedy miała 17 lat. Była w ciąży. Wydawało się jej, że nie ma wyjścia, rodzice naciskali. Powiedzieli, że za bękarta wyklną ją i nie będzie mogła więcej przestąpić progu ich mieszkania. On już wówczas pił, ale Joannie nawet to trochę imponowało. Pracował, miał pieniądze, a w jej rodzinnym domu ciągle była bieda. Poza tym w środowisku Joanny panowało przekonanie, że mężczyzna od czasu do czasu po prostu musi wypić. Co to za chłop, który kielicha odmawia? Tyle że pił coraz więcej, a po alkoholu robił się agresywny.

Jest starszy od Joanny o 10 lat. Wysokie, potężne chłopisko – ponad 190 cm wzrostu i ze 100 kilo wagi. Alkoholik, recydywista. Odsiadywał dwa wyroki za znęcanie się nad rodziną i jeden za kradzież. Za każdym razem zwalniano go warunkowo. Wracał i znowu znęcał się nad najbliższymi.
Kiedy kilka miesięcy po rozwodzie Danuta po raz pierwszy chciała odebrać mu prawo do opieki nad dziećmi, do rozprawy nawet nie doszło.

- Wysłał list do sądu. Napisał, że nas kocha i nie może żyć bez dzieci. Przysięgał, że popełni samobójstwo, jeśli sąd odbierze mu możliwość kontaktów z dziećmi. Oskarżał mnie o zdrady i brak opieki nad dziećmi – opowiada Joanna.

Kobieta mieszka w starej świętochłowickiej dzielnicy górniczej, w rozpadającym się ze starości familoku. Zajmuje przechodni pokój z kuchnią na niskim parterze. Okna ledwo odstają od ziemi. Nie ma ciepłej wody, łazienki, tylko wspólna z sąsiadami ubikacja na korytarzu. Wraz w Joanną mieszka tu czwórka dzieci: 15-letni Tomek, 13-letnia Dorotka, 6-letnia Ania i 2-letni Krzyś. Jej były mąż ma trzypokojowe mieszkanie w bloku, ale większość czasu spędza u byłej żony. Odwiedza rodzinę o różnych porach dnia i nocy: kopniakiem otwiera okno i wskakuje do środka.

Dzieci boją się ojca. Kiedyś próbował udusić Dorotę, a jej siostrę uderzył pięścią w twarz. Najbardziej uwziął się na Tomka, który stawia się, broni matki. Tata twierdzi, że lubi tresować dzieci, bo to najlepszy środek wychowawczy. W środku nocy każe im wstawać z łóżek i ubierać się. Po chwili zmienia zdanie. Kiedy nie słuchają, leje czym popadnie. I tak w koło, aż mu się znudzi lub uśnie po wypiciu kolejnej butelki alkoholu. Bije tak, by bolało, ale żeby nie zostały ślady. Po dwóch wyrokach za znęcanie się nad rodziną jest już ostrożny. Wie, że nie może przesadzić. Rekompensuje to sobie znęcając się nad rodziną psychicznie.
Są więc wyzwiska, obelgi, obmawianie przed znajomymi, sąsiadami. Chodzi po instytucjach, w których jego była żona szuka pomocy, i opowiada, że jest oszustką. Płacze na zawołanie. Udowadnia, że jest idealnym mężem pokrzywdzonym przez bezwstydną i złą kobietę, która na dodatek usiłuje mu odebrać dzieci. A on przecież tak je kocha i żyły sobie wypruwa, żeby zarobić na ich utrzymanie.

- Wiele razy odgrażał się, że kiedyś zatłucze mnie na śmierć. Ja mu wierzę. Próbował mnie dusić. Jak wpada w szał, nie potrafi się opamiętać. Byłam w zaawansowanej ciąży, kiedy kopał mnie po brzuchu i głowie – żali się Joanna. – W końcu nie wytrzymam i coś mu zrobię. On cieszy się, kiedy się go boimy. To psychopata. Ja już nie czuję się kobietą, przestałam o siebie dbać. On zabrał mi pół życia. Gwałci mnie przy dzieciach. Jest brudny i brutalny, śmierdzi alkoholem. Śmieje się, że zrobi mi następne dziecko. Przecież Krzysia poczęłam rok po rozwodzie. Nie przyznał się do niego. Ja już nie chcę rodzić. Kocham dzieci, ale więcej nie chcę i nie mogę. Nie mam za co utrzymać tych, które już sprowadziłam na świat – mówi Joanna.

Nie raz zdarzyło się, że z dziećmi uciekała z domu. Włóczy się wtedy po znajomych i rodzinie. Tomek i Dorota do szkoły chodzą w kratkę. Na szczęście mają wyrozumiałe wychowawczynie, które im współczują, pomagają. Starają się załatwić darmowe, używane książki. Tych ostatnich trzeba, bo kiedy tylko ojciec znajdzie je, targa na strzępy.

Mężczyzna nie pracuje. Czasami tylko złapie coś dorywczo. Kradnie. Byleby wystarczyło na alkohol. Po wikt i opierunek przychodzi do byłej żony. Nie można od niego ściągnąć alimentów.

- Odbiera dzieciom ostatnią kromkę. Jedzenie przechowuje nam zaprzyjaźniona sąsiadka. Dzieci jedzą obiady w szkole. Opłaca je pomoc społeczna – opowiada Joanna. – Ostatnio wytłukł wszystkie talerze. Staram się jak mogę, by dzieci miały w miarę dobre warunki. Gdy ktoś wymienia meble, odkupuję je, spłacam w ratach. Tylko po co? On przychodzi i wszystko niszczy. Malowanie ścian i okien też nie ma sensu. Dawniej na trzeźwo coś mi jeszcze pomógł. Teraz ubliża, nawet gdy nie pije. Już nie wiem, co robić.

Były mąż Joanny rozgłasza, że jest histeryczką. Przysięga, że kocha i ją, i dzieci. Jest w tym bardzo przekonujący. Ona jest zastraszona, nie wie, gdzie ma zwrócić się po pomoc. Kiedy zgłaszała się na policję i do prokuratury, były sprawy sądowe, zapadał wyrok. Ale co z tego, kiedy po wyjściu były mąż bił ją jeszcze bardziej, tak jakby chciał nadrobić stracony czas?

A CO TY SĄDZISZ? DODAJ SWOJĄ OPINIĘ!

Dlaczego mimo istnienia potężnej, pochłaniającej ogromne pieniądze podatników machiny wymiaru sprawiedliwości i opieki społecznej, ciągle dochodzi do takich dramatów, jaki przeżywa Joanna? Jak ma zachować się kobieta upodlona, maltretowana przez osobę, która powinna jej służyć wsparciem? Być może Państwo także przeżyliście lub byliście świadkami takich domowych horrorów, przez jaki teraz przechodzi Joanna. Czekamy na Wasze głosy.

WANDA NOWICKA, szefowa Federacji na rzecz Kobiet i Planowania Rodziny:
- Niestety nie znamy skali przemocy w rodzinie. To ogromny problem. Ciągle jesteśmy bardzo daleko od jego rozwiązania. Nie mamy w kraju dobrego systemu pomocy ofiarom. W policji, która jako pierwsza ma styczność z pokrzywdzonymi, sporo się zmieniło, ale nie wszędzie. Tylko w niektórych komendach przestrzega się zasady, że zgwałconą kobietę powinna przesłuchiwać kobieta. Najgorzej jest w małych miastach. Punkty, w których można uzyskać pomoc, działają także przy ośrodkach pomocy społecznej, w powiatach. Jednak to nie wystarcza. Nad pobudzeniem u ludzi wrażliwości na przemoc w rodzinie pracują głównie organizacje pozarządowe. W Warszawie działa m.in. Centrum Praw Kobiet oraz Federacja na rzecz Kobiet i Planowania Rodziny, którą kieruję.
Uruchomiliśmy telefon zaufania dla kobiet (tel. 022 6320882 pon.-pt. godz. 16.00-20.00). Dzwoniąc tam można uzyskać wskazówki. Doradzimy, skierujemy do odpowiednich instytucji. Przeszkodą w udzieleniu pomocy osobie potrzebującej nie może być brak np. pieniędzy na telefon. Wystarczy zadzwonić, podać swój numer, a my możemy oddzwonić. Wydajemy też broszury-przewodniki, dzięki którym kobiety mogą poznać swoje prawa. Pomagają im poradzić sobie w instytucjach publicznych, które niestety nie zawsze bywają życzliwe.

Autor artykułu: ALDONA MINORCZYK-CICHY

Precz z budami!

Friday, July 20th, 2001

(SKOCZÓW) Właściciele blaszanych straganów, stojących na miejskim gruncie w osiedlu Górny Bór w Skoczowie, mieli zlikwidować interes do końca czerwca. Pozostaną warunkowo do końca wakacji. – Nie możemy pozwolić, żeby miasto szpeciły obskurne budki – mówi burmistrz Jerzy Malik.

Wosiedlu Górny Bór stoją trzy blaszane stragany, które kwalifikuje się do kategorii handlu obwoźnego. Usytuowane są przy ulicy, naprzeciwko dużego supersamu. Oprócz warzyw i owoców sprzedaje się tam odzież i obuwie, co jest zgodne z umową zawartą ponad dziesięć lat temu.

- Rok temu miała być tu budowa nowych bloków, dlatego wymówiono nam dzierżawę. Budowy nie ma, ale my musimy stąd odejść ? żali się Ilona Bulowska, handlująca w tym miejscu od siedmiu lat. – Jest takie bezrobocie, a kiedy człowiek chce pracować i utrzymać jakoś rodzinę, zupełnie nie znajduje u władz zrozumienia. Podpisaliśmy wypowiedzenie dzierżawy, bo nie pozostawiono nam żadnego wyboru. Szukaliśmy gruntu u innych właścicieli, ale ten rejon oprócz miasta ma w posiadaniu jeszcze spółdzielnia mieszkaniowa i tam też nam odmówiono.

Problem blaszanych sklepików, które zwłaszcza wieczorem po zamknięciu mogą szpecić miasto, dotyczy jeszcze jednego miejsca w Skoczowie. Trzy stragany warzywne stoją przy ul. Ustrońskiej pod pawilonem handlowym. Jak mówi Jerzy Malik, burmistrz Skoczowa zostaną one wkrótce przeniesione kilkadziesiąt metrów dalej, na łącznik pomiędzy ulicą Ustrońską i Garbarską. Warunkiem ich istnienia będzie likwidacja tzw. szczęk.

- Nie możemy pozwolić, żeby miasto szpeciły obskurne budki – mówi Jerzy Malik. – Na Górnym Borze sprzedają nie tylko warzywa, ale bardzo różne rzeczy. Wiem, że nie ma zapisu ograniczającego im handel, ale nie chcemy, żeby w mieście tworzono drugie targowisko.

Autor artykułu: DANUTA CZAUS

Unia się ociąga

Friday, July 20th, 2001

Dopiero w przyszłym roku rozpoczną się modernizacje dróg dojazdowych do przejść granicznych w Lesznej Górnej i Marklowicach oraz budowa ronda w Cieszynie. Wszystko z powodu opieszałości unijnych urzędników.

Zapewnienie Brukseli o przyznaniu ponad 2 mln euro na modernizacje dróg dojazdowych do przejść granicznych w powiecie cieszyńskim euroregion Śląsk Cieszyński dostał w ubiegłym roku. Pieniądze jednak dotąd nie spłynęły i realizacja projektu opóźnia się. Dlaczego? – Pół roku czekamy na samo podpisanie umowy z władzą wdrażającą projekt. Wszystko przez nowe wytyczne Brukseli, które przeciągają termin rozpoczęcia prac – tłumaczy Jan Sztwiertnia, przewodniczący euroregionu. – Obecnie jesteśmy na etapie przygotowań do przetargu, który powinien zostać rozstrzygnięty w listopadzie. Prace przygotowawcze ruszą najprawdopodobniej zimą. Jesienią 2002 roku drogi i rondo muszą być gotowe, bo na wykonanie wszystkich prac mamy tylko rok.

Autor artykułu: two

“Biegaj w Parku”

Thursday, July 19th, 2001

Wszyscy amatorzy biegów mogą w każdą sobotę przyjść do Wojewódzkiego Parku Kultury i Wypoczynku pobiegać. O g. 9 przy Pelikanach, w pobliżu hali “Kapelusz” startują uczestnicy akcji “Biegaj w Parku”.

Pokonują dystans 2 km wokół Kanału Regatowego. Bieg prowadzi Andrzej Zydorowicz.

W najbliższą sobotę odbędzie się już czwarta edycja biegu. Tydzień temu na starcie pojawiło się 160 osób w różnym wieku. Tradycyjnie dopisały dzieci, które stanowiły największą grupę wśród uczestników biegów. Najmłodszą ze startujących była pięcioletnia Karolina Sorichta, najstarszym uczestnikiem – tradycyjnie już – 68-letni Marian Major. Zwycięzcą biegu po raz drugi został katowiczanin Zbigniew Niczko. Najszybszą panią była natomiast Monika Cieślińska z Katowic.

Autor artykułu: bf

Wojewoda w Bytomiu

Thursday, July 19th, 2001

Wilibald Winkler, wojewoda śląski gościł wczoraj w Bytomiu. Z władzami miasta rozmawiał między innymi o oczyszczalni ścieków i bezrobociu. – To problem w Bytomiu, ale są szanse, by bezrobocie w mieście zmniejszyć poprzez wprowadzenie nowych inwestorów – powiedział wojewoda.

Winkler zwiedził także nowoczesny komisariat policji na Stroszku. Dzisiaj spotka się z władzami Piekar Śląskich i Radzionkowa.

Autor artykułu: kam