Archive for August, 2001

Dobry początek

Friday, August 31st, 2001

Rewelacyjnie spisują się na początku nowego sezonu obie IV- ligowe jedenastki z Raciborszczyzny. Unia po trzech meczach ma komplet zwycięstw i plasuje się na trzecim miejscu w tabeli. Bardzo dobrze grają także piłkarze Peberowu Krzanowice, którzy chyba już oswoili się z myślą, iż na powrót są IV-ligowcami.

Niewielu fachowców przed sezonem stawiało raciborską Unię w gronie faworytów do awansu. I chociaż sternik Unii Remigiusz Trawiński deklarował, że unici będą grać o awans, to nikt do końca nie traktował tych słów poważnie.
Tymczasem piłkarze Unii w trzech spotkaniach pokazali, że w tym sezonie grają o cele z najwyższej półki. Rywale, z którymi do tej pory rywalizowali podopieczni trenera Józefa Golli, do potentatów co prawda się nie zaliczają. Styl, w jakim odprawili przeciwników pozwala jednak sądzić, że raciborzanie są w wysokiej dyspozycji.

Bez wątpienia najlepszym zawodnikiem Unii w ostatnich spotkaniach był Robert Żbikowski, który strzelił trzy bramki. Przypomijmy, że w ubiegłym sezonie grał w barwach lokalnego rywala z Krzanowic. Niestety, nie był to dla niego udany okres, bowiem wiosną nabawił się kontuzji pleców i bardzo długo pauzował. Jednak kiedy powrócił na boisko pokazał, że naprawdę jest klasowym zawodnikiem. Latem piłkarz postanowił zmienić klimat i przenieść się do Raciborza. Wybór okazał się bardzo słuszny, bowiem w Unii Żbikowski wyraźnie odżył grając pierwsze skrzypce.

Postawa Peberowu Krzanowice w tym sezonie również jest naprawdę bardzo pocieszająca. Krzanowiczanie wystartowali pechowo, przegrywając 0:3 w Wodzisławiu. Później było już jednak znacznie lepiej. W meczach z dwoma beniaminkami Peberow zanotował bowiem dwa zwycięstwa i z 6 punktami plasuje się obecnie na 7 pozycji. Należy przy tym pamiętać, że piłkarze Peberowu do samego końca nie byli pewni, w której klasie rozgrywkowej będą występować. Dlatego na duże słowa uznania zasługują młodzi zawodnicy, którzy (wsparci starymi wyjadaczami jak Kłoda, Dudacy czy Pawłowski) nie “pękają” przed meczami.

Autor artykułu: ROBERT GALIŃSKI

Nauczeni doświadczeniem

Friday, August 31st, 2001

Swego czasu Rada Miejska podjęła uchwałę o zakazie stawiania w Raciborzu supermarketów o powierzchni większej niż 1000 m kw. Nie tak dawno miasto ubiegło jednego z zachodnich potentatów, który chciał wybudować halę handlową przy ulicy Bosackiej. Magistrat po prostu kupił działkę, należącą do likwidowanego Prodrynu. Ziemia kosztowała 400 tys. zł.

Władze Raciborza spoglądają też niezbyt przychylnym okiem na zmiany w planie zagospodarowania przestrzennego w sołectwie Wojnowice, których dokonali samorządowcy z gminy Krzanowice. Radni sąsiedniego miasta i gminy przeznaczyli bowiem 12 ha ziemi pod inwestycje komercyjne. Działka, którą porastają obecnie plantacje buraków cukrowych, graniczy bezpośrednio z Raciborzem. Miejsce to jednak świetnie nadaje się pod budowę gigantycznego supermarketu.
Zresztą na zorganizowanym niedawno przez prezydenta Raciborza spotkaniu szefowie niektórych zarządów gmin nie ukrywali, że jeśli otrzymają dobrą ofertę sprzedaży gruntów, to nie będą się długo zastanawiali. Gminy są biedne. Korzystne zbycie dużej działki to jednorazowy spory zastrzyk dla budżetu, pewne podatki i nowe miejsca pracy dla swoich mieszkańców.

Dlaczego więc za supermarketami nie przepada Racibórz? Wiceprezydent Adam Hajduk ripostuje, że sprawa wcale nie jest taka prosta. Na początku lat 90. miasto samo zabiegało o budowę na miejscu dużych sklepów, by dać mieszkańcom alternatywne źródło robienia zakupów. Wówczas jednak potentaci nie raczyli przyjść do Raciborza, bo interesowały ich tylko miasta liczące co najmniej 100 tys. mieszkańców. Teraz handlowe koncerny nie są już mile widziane na Zachodzie, a duże polskie miasta mają supermarketów na pęczki, potężne firmy budują swoje hale niemal wszędzie.

- Z perspektywy kilku lat jesteśmy po prostu mądrzejsi – podkreśla wiceprezydent Hajduk. – Supermarkety “zabijają” przecież drobny handel, warunki pracy są w nich nie najlepsze, a asortyment bardzo różnej jakości. Sam kupiłem niedawno owoce w jednym z supermarketów. Okazało się, że były sztucznie podtrzymywane “w dobrej formie” i już następnego dnia zgniły.

Lokalni włodarze nie żałują też, że kupili wspomnianą na wstępie działkę przy ulicy Bosackiej. W magistracie uważają, że wcale tej transakcji nie przepłacili. Prodryn był bowiem winien gminie 300 tys. zł. Likwidator przedsiębiorstwa wycenił nieruchomość na 700 tys. zł. Miasto zapłaciło tylko 400 tys. zł, a więc gra była warta świeczki.

- Uważam, że działka jest o wiele droższa – podkreśla wiceprezydent Hajduk. – Właśnie teraz przygotowujemy umowę dzierżawy dla firmy, która chce produkować w tym miejscu ocet. Odezwali się również inni potencjalni inwestorzy, w tym jeden supermarket. Ostateczną odpowiedź na pytanie, czy zgodzimy się na powstanie w mieście jeszcze jakiegoś supermarketu, da analiza. Jej wykonanie zleciliśmy firmie marketingowej. Opracowanie musi przede wszystkim uwzględniać interesy rodzinnego handlu w Raciborzu.

Autor artykułu: IRENEUSZ STAJER

Kolorowe dożynki

Friday, August 31st, 2001

W ubiegłą niedzielę gospodarzem krzyżanowickich dożynek był Rudyszwałd. Od rana ściągali rolnicy z sąsiednich wsi gminy Krzyżanowice. Po uroczystej mszy wszyscy udali się na miejscowe boisko.

Tradycyjnie już w niezwykle barwnym korowodzie znalazło się miejsce dla dosiadających rącze wierzchowce rolników, zaprzęgów konnych i pań niosących 11 koron dożynkowych. W uroczystościach oficjalnych wzięli udział starosta Marek Bugdol oraz prezydent Raciborza Andrzej Markowiak. Dożynkowy bochen chleba wręczyli włodarzom gminy rudyszwałdcy rolnicy: Maria Klimża i Ditmar Liszka.

- Obchodzimy dziś pierwsze w XXI wieku Święto Plonów – zauważył Wilhelm Wolnik, wójt Krzyżanowic. – Tegoroczne żniwa były bardzo trudne. Przyniosły nam wiele stresów. Mimo tego zbiory okazały się bardzo dobre.
Udana zabawa trwała do białego rana.

Autor artykułu: (IrS)

Nadzieja dla ,Baildonu”

Thursday, August 30th, 2001

Premier Jerzy Buzek przyjechał wczoraj do Katowic. Przez prawie dwie godziny rozmawiał z hutnikami ,Baildonu”, potem wypełnił kwestionariusz Instytutu Pamięci Narodowej, który pozwoli mu zapoznać, za kilka miesięcy, z gromadzonymi przeciwko niemu aktami SB.

Premier zjawił się w Hucie ,Baildon” przed godziną dziewiątą. Towarzyszył mu odpowiedzialny za hutnictwo wiceminister gospodarki Edward Nowak.

- To było bardzo dobre spotkanie. Jeśli wszystko się ułoży, protest w Hucie ,Baildon” wygaśnie w ciągu kilku najbliższych dni – powiedział nam Jerzy Buzek.

Protestujący uzgodnili z premierem porozumienie, na które składać się ma sześć elementów: objęcie pracowników hutniczym pakietem socjalnym, ponowne przyjęcie do pracy, gdy huta znowu uruchomi produkcję, współdziałanie z syndykiem, znalezienie inwestora strategicznego, pomoc w zatrudnieniu zwolnionych w innych zakładach i wyjaśnienie spraw związanych z kosztami ostatnich inwestycji w hucie.

Premier zamierzał także udać się do siedziby Instytutu Pamięci Narodowej w Katowicach. IPN mieści się jednak w tym samym budynku, co WZZ ,Sierpień 80″, a jego działacze czekali już z transparentami. Jerzy Buzek pojechał więc do Śląskiego Urzędu Wojewódzkiego, gdzie w gabinecie wojewody wypełnił kilkanaście stron formularzy, dzięki czemu w końcu roku będzie mógł otrzymać akta, jakie zgromadziła przeciwko niemu SB.

- W najbliższym czasie zwrócę się także do Instytutu, w sprawie udostępnienia akt mojego ojca. Na przełomie lat 40. i 50. był on bowiem wielokrotnie przesłuchiwany i represjonowany – oświadczył premier.

Podczas wizyty Jerzego Buzka w Urzędzie Wojewódzkim gmach pikietowali związkowcy z ,Sierpnia 80″. ,AWS – zdechły pies” – krzyczeli.

Autor artykułu: (wit)

Historia nieodległa na wystawie w Urzędzie Wojewódzkim

Thursday, August 30th, 2001

Mikrofony w zamkach błyskawicznych, kamery w parasolkach – to nie wyposażenie Jamesa Bonda, ale eksponaty, które można zobaczyć w westybulu Śląskiego Urzędu Wojewódzkiego na wystawie – ,Stasi, strażnik komunistycznego reżimu”.

Udostępniona przez niemiecki Urząd Federalny Gaucka wystawa stanowi najwierniejszą dokumentację działalności wschodnioniemieckiej tajnej policji politycznej.

- Był to najsilniejszy aparat policyjny państwa od czasów stalinowskich w Związku Sowieckim – powiedział wczoraj podczas otwarcia wystawy premier Jerzy Buzek.

Tajna policja, która miała kilkanaście tysięcy pracowników i blisko 200 tysięcy współpracowników stworzyła aparat inwigilacji na niespotykaną skalę. Wystawa udowadnia jednak, że mieszkańcy NRD byli nie mniej pomysłowi. Można na niej zobaczyć m.in. motolotnię, która przeleciała ponad Murem Berlińskim.
- Mamy także stare bmw, z którego wyjęto silnik spalinowy, a włożono elektryczny, dzięki czemu pod maską mieścił się człowiek. Udało się w ten sposób przemycić na Zachód 9 osób – mówiła dr Hanna Labrenz-Weiss, komisarz wystawy.

Zdaniem wojewody śląskiego Wilibalda Winklera, który podczas wykładów naukowych w NRD także był prawdopodobnie inwigilowany przez Stasi, wystawę tę powinni zobaczyć przede wszystkim ludzie młodzi.

- Dla nich komunizm to już czasy zamierzchłe. Niech jednak młodzież gimnazjów i liceów zobaczy, w jakiej rzeczywistości przyszło nam żyć – stwierdził Wilibald Winkler.

Odwiedzający ekspozycję mają możliwość porozmawiania z pracownikami Instytutu Gaucka, a także złożenia wniosku o wgląd do teczek służb bezpieczeństwa NRD.

Autor artykułu: (wit)

Święto gminy

Thursday, August 30th, 2001

Od 1 do 9 września trwać będą II Dni Gminy Bestwina. Imprezy odbywać się będą w Bestwinie, Kaniowie i Janowicach.

W najbliższą sobotę na stadionie sportowym LKS wystąpią iluzjonista, mistrz Europy Roman Sykora i akrobata Manuel Berousek z Czech. Będzie też śląski Humor z piosenką w wykonaniu Piotra Szefera z ciotką Bertą. Gwiazdą wieczoru będzie Halina Frąckowiak. W niedzielę zaplanowano prezentację życia średniowiecznego grodu, czyli pokazy rzemiosła, tkactwa, odlewnictwa, warzenia jadła, skórnictwa, gry na średniowiecznych instrumentach muzycznych oraz pokazy walk rycerskich Drużyny Wojów Piastowskich Jantar.

Specjalnymi gośćmi tego dnia będą grupy folklorystyczne ze Słowenii i Grecji. Zaprezentują się też znany kabaret Pirania oraz Jacek Skubikowski. Niedzielne atrakcje zakończy pokaz sztucznych ogni z podkładem muzycznym.

W przyszły weekend kolejne atrakcje, a wśród nich Święto Karpia Polskiego, zawody wędkarskie, szanty w wykonaniu zespołu North-Cape oraz Janowickie Spotkania Rodzinne.

Autor artykułu: (net)

Pusty elewator

Wednesday, August 29th, 2001

Żniwa na ukończeniu, a tyski elewator świeci pustkami. W sześciu zbiornikach mogących pomieścić 36 tys. ton ziarna nie ma ani kilograma pszenicy. Rolnicy odjeżdżają z niczym. Przez lata elewator należał do Śląskich Zakładów Zbożowo-Młynarskich w Zabrzu. Niedawno firma ogłosiła upadłość i chce sprzedać tyski zakład.

Na razie nie prowadzimy skupu ziarna. Rolników, którzy przejeżdzają, musimy odesłać do innych młynów. Elewator jest zamknięty. Nie ma tutaj nikogo prócz pracowników ochrony – mówi jeden z nich.

Jeszcze niedawno prowadzono tutaj skup dla firmy z Raciborza, który jednak zakończono przed trzema miesiącami.
- Podobno ktoś już nas kupił, ale do nas oficjalnie żadna informacja nie dotarła – mówi jeden z pracowników.
Elewator wybudowano na początku lat siedemdziesiątych. Wtedy przechowywano tutaj ziarno skupywane od rolników, którzy zjeżdzali nawet z opolszczyzny i spod Częstochowy. Dziś z kilkunastu zatrudnionych osób pozostali jedynie ci, którzy zajmują się pilnowaniem sześciu potężnych zbiorników. Okolicznym rolnikom pozostaje do wyboru jeszcze jeden tyski młyn lub wyjazd do Mikołowa, Bierunia albo Pszczyny.

- W naszym młynie skupuje się pszenicę, jednak w tym roku ziarno jest słabej jakości. Na 80 prób jedna spełnia wszystkie normy jakości ziarna konsumpcyjnego – mówi Zbigniew Małyszczak z działu marketingu PHUM Młynex w Pszczynie.
Mikołowski zakład zbożowy po kilku miesiącach przerwy znowu rozpoczął pracę. Jego specjalnością jest produkcja ciemnych mąk pełnoziarnistych.

- Tegoroczne żniwa są tragiczne. Ziarno jest wilgotne, żyto nie posiada odpowiedniej liczby opadania, a pszenica ma zbyt małą wartość glutenu i nieodpowiednią liczbę opadania. Mamy dni, kiedy przyjedzie dziesięciu dostawców, a tylko od jednego ziarno spełnia odpowiednie parametry i tylko to możemy przyjąć. Szczególnie, że nie mamy silosów do jego przechowywania – mówi właściciel mikołowskiego młyna Józef Korus.

Silosów nie posiada też młyn Rolniczej Spółdzielni Produkcyjnej w Bojszowach.
- Nie mamy możliwości przechowywania wilgotnego ziarna. Dlatego nie skupujemy żyta, które ma więcej niż 15 procent wilgotności. W tym roku jakość ziarna jest bardzo słaba. Chodzi zarówno o tzw. liczbę opadania, jak i zawartość białka, dlatego też musimy sprowadzać ziarno z innych regionów kraju. Najwięcej tracą rolnicy, bowiem w naszej okolicy żaden młyn nie prowadzi skupu zboża z dopłatami gwarantowanymi przez Agencję Rynku Rolnego, a najbliższy taki zakład znajduje się w okolicy Zatora – mówi Damian Szczygieł, kierownik młyna w Bojszowach.

Wielu rolników, którzy tutaj trafiają, odjeżdza z kwitkiem, bowiem ich ziarno nie spełnia norm jakościowych i nadaje się jedynie na paszę. Wielu z nich sprzedaje je na paszę właścicielom stawów hodowlanych.

Autor artykułu: (bj)

Pierwsze punkty

Wednesday, August 29th, 2001

W trzecim meczu sezonu drużyna GKS 71 Tychy sięgnęła po pierwsze punkty w tym sezonie. Wygrana 2:0 z Wawelem Wirek nie tylko pozwoliła podreperować konto punktowe, ale także poprawić humory piłkarzy i kibiców. Jak się okazuje, przejście z okręgówki do IV ligi to trudny skok, ale niekoniecznie musi zakończyć się upadkiem.

Jakie wnioski po pierwszych meczach? – pytamy trenera GKS Zbigniewa Konieczkę
- Dopiero w tym trzecim spotkaniu mogliśmy zagrać w optymalnym składzie. Sprawy kadrowe bez wątpienia miały wpływ na naszą postawę w pierwszych meczach, choć rzecz jasna nie tylko. Wprowadziliśmy do zespołu młodych zawodników i biorąc pod uwagę fakt, że walczymy z bardziej wymagającymi rywalami, trzeba więcej czasu, by drużyna się zgrała, okrzepła. Poprzeczka powędrowała wyżej, ale myślę, że z meczu na mecz będzie lepiej. Zwycięstwo w pojedynku z Wawelem ma również niemałe znaczenie psychologiczne, bowiem po serii kilku porażek bardzo trudno byłby się podnieść.

- W meczu z Walcownią będą szanse na kolejne punkty.
- Szanse są w każdym spotkaniu, ale trzeba je wykorzystać. Przed spotkaniem z Peberowem także mówiło się, że nie powinno być trudno. Dotychczasowe mecze w IV lidze układają się mniej więcej w podobny sposób. Do momentu strzelenia przez któryś z zespołów gola jest to walka, przepychanka, kopanina. Kiedy pada gol, mamy trochę futbolu i w zależności od przygotowania czy klasy danej drużyny, udaje się odrobić straty, bądź powiększyć przewagę.

- Czy z Walcownią zagrają już wszyscy kadrowicze?
- Myślę że tak, bo jest jeszcze kilka dni na podleczenie dolegliwości, na jakie po ostatnim spotkaniu uskarżali się Skiba, Pawłowicz, Rus i Ludwiczak.

- Po trzech kolejkach cztery drużyny przewodzą tabeli z kompletem punktów. Czy pana zdaniem właśnie one odegrają w tym sezonie czołowe role?
- Z pewnością jest wśród nich kandydat do awansu, choć aspiracje poszczególnych zespołów weryfikuje dopiero cały sezon. Zdarza się przecież, że do rywalizacji w rundzie wiosennej przystępuje całkowicie odmieniona drużyna. Być może więc przebudzi się któryś z zespołów środka tabeli? Na wyciąganie wniosków jest jeszcze za wcześnie.

- Postawa Lędzin jest dla pana zaskoczeniem?
- Przyznam, że tak. Nie sądziłem, że po trzech meczach MKS będzie miał komplet punktów. W tym sezonie to jeden z kandydatów do awansu.

- A my czekamy na pierwsze derby czyli konfrontację lędzińską – tyską, która nastąpi 29 września.

W meczu z Wawelem gole zdobyli: Rafał Pawłowicz 65 min i Myszor w 72 min., a GKS Tychy zagrał w składzie: Kijas – Kopczyk, Rus, Skiba, Idczak (55. Myszor) – Ludwiczak, Madeja, Konieczko, Cuber (46. Dąbrowski) – Balcerowski (65. Stolarczyk), Gajewski (46. Pawłowicz).

Autor artykułu: (les)

Profanacja krzyża

Wednesday, August 29th, 2001

Nieznani sprawcy zniszczyli betonową figurę Jezusa Chrystusa, która znajdowała się na granitowym krzyżu stojącym przy ulicy Katowickiej w Czułowie, na wysokości posesji numer 147. Wstępnie straty na szkodę parafii pod wezwaniem św. Krzyża oszacowano na około 1000 złotych. Postępowanie w tej sprawie prowadzi KMP w Tychach.

To nie pierwszy w mieście przykład profanacji. Przed kilku laty głośnym echem odbiło się zniszczenie krzyża przy al. Jana Pawła II.

Autor artykułu: (WS)

Żywieckie PPKS próbuje wyjść z impasu, w jaki wpędził je poprzedni zarządca komisaryczny

Tuesday, August 28th, 2001

Przeciwko byłemu zarządcy komisarycznemu PPKS toczy się w Sądzie Rejonowym w Żywcu postępowanie, prokurator bada dalsze tropy i zarzuty. Nowy komisarz próbuje tymczasem nie dopuścić do upadłości firmy.

Trudno jest odkręcić to, co zostało zepsute. Z jednej strony trzeba było przekonać wierzycieli do siebie, firmy i jej planów. Byliśmy ogromnie zadłużeni, nie płaciliśmy za paliwo, części zamienne, sprawy sądowe zastałem na kwotę 700 tys. zł. Do tego dochodziło zadłużenie na 2,4 mln zł z podpisanych przez poprzednika, bardzo niekorzystnych dla przedsiębiorstwa, umów liesingowych na dostawę 8 “odbudowanych” autobusów – mówi Andrzej Socha, od 15 grudnia ub. roku zarządca komisaryczny Żywieckiego PPKS.

Problem polegał dodatkowo na tym, że autobusy wracające po rzekomej odbudowie okazały się wrakami, choć wraz z ratami pięcioletniego liesingu ich koszt sięgnąć miał 350 tys. zł za sztukę. – Teraz ponosimy duże koszty, by wozy wyremontować własnym sumptem. Z ekspertyz biegłych sądowych bielskich i krakowskich wynika, że naprawa została wykonana przez firmę Bohurex niedbale, niefachowo, a autobusy nie spełniają warunków dopuszczenia do ruchu. Wielu specjalistów twierdzi, że nie doczekają do końca liesingu, bo wcześniej rozlecą się. Dzięki ciągłym remontom jeżdżą wprawdzie na żywieckich liniach, ale to dodatkowy koszt, który poniosła firma – mówi Socha.

Udało się, na szczęście, renegocjować umowę z liesingującą feralne autobusy firmą Polcar z Katowic i obniżyć wartość pozostałych do spłaty 2,3 mln zł o 40 proc., czyli o 1,25 mln zł. Choć nadal wartość złomu, który trafił do Żywca po odbudowie nie odpowiada wartości liesingu, dzięki renegocjacjom można było w sierpniu kupić trzy nowe autobusy w Autosanie. Po 290 tys. zł za sztukę.

Państwowe Przedsiębiorstwo Komunikacji Samochodowej w Żywcu to 260 osób załogi, w tym 160 kierowców. Jeden z ostatnich państwowych przewoźników, posiadający 80 autobusów, z których 62 proc. zamortyzowanych jest w 100 proc. Mimo to notuje się bardzo mało przypadków awarii na trasie, odwoływania kursów. Firma obsługuje ponad 100 linii, dziennie wykonuje 650 kursów, rocznie przejeżdżając blisko 6 mln km.

16 maja przyjęto program naprawczy, który zatwierdził wojewoda śląski. Służy głównie poszukiwaniu oszczędności w samym przedsiębiorstwie, również w płacach. Do tej pory brak było związku wynagrodzenia z efektami pracy. O ile średni wskaźnik ubiegłorocznych podwyżek wyniósł 6,8 proc., w żywieckim PPKS sięgnął 34 proc. W związku z tym na razie płace zamrożono. Wręcz restrykcyjnie próbuje się również zmienić mentalność kierowców, którzy szeroko znani są z tego, że pobierają opłatę za jazdę, nie wydając biletów. Nie sprawdzają też, czy pasażer jest uprawniony do ceny ulgowej. – Jak ostrożnie oceniamy, ucieka nam w ten sposób miesięcznie 30-40 zł – informuje Socha. Obecnie za takie przewinienia można dyscyplinarnie wylecieć z pracy. Dzięki działaniom oszczędnościowym, zwiększeniu ilości rewizorów, po raz pierwszy od lat udało się zyskać, niewielką (2 proc.), ale dodatnią rentowność w podstawowej działalności, czyli przewozach.

Autor artykułu: WANDA THEN