Wydaje się, że Irena Jun – znakomita aktorka i reżyserka, zaprzyjaźniła się już z Teatrem Nowym w Zabrzu, gdzie zobaczymy kolejny spektakl w jej realizacji.
Po udanej, choć i ,dyskutującej” z autorem, interpretacji ,Mąża i żony” Aleksandra Fredry, artystka znów wraca do tekstu wielkiego klasyka. Już w sobotę, na zabrzańskiej scenie odbędzie się premiera ,Ślubów panieńskich” w reżyserii Ireny Jun właśnie. Scenografię do przedstawienia zaprojektował Jerzy Kalina. Znany jest zabrzańskiej publiczności z uhonorowanej Złotą Maską, pięknej, poetyckiej oprawy plastycznej do drugiej części ,Dziadów” Adama Mickiewicza, zrealizowanej wespół z Ireną Jun.
Na afisz Teatru Nowego wracają powoli tytuły z minionego sezonu. Był to repertuar nieco skromniejszy, niż możliwości i ambicje zespołu, gdyż samorząd miejski planował rok temu gruntowny remont zabytkowego budynku. Tytuły i charakter inscenizacji przygotowywano więc tak, by spektakle mogły być grane poza siedzibą teatru. Remont spóźnił się jednak i zasadnicze uderzenie budowlane szykuje się dopiero teraz.
- Zanim jednak dojdzie do tej przebudowy – mówi Andrzej Lipski, dyrektor Teatru Nowego – czeka nas wielka przyjemność i… niesłychanie trudny sprawdzian organizacyjny, czyli I Festiwal Dramaturgii Współczesnej ,Rzeczywistość przedstawiona”. Inauguracja przeglądu tuż-tuż, pierwszy konkursowy spektakl zobaczymy bowiem 21 października.
W rzeczy samej będzie co i kogo oglądać, bo choć kryterium doboru przedstawień było dość ryzykowne – dramaturgia lub adaptacje utworów powstałych po roku 1989 – to okazało się, że jest w czym wybierać. Do zabrzańskiego konkursu staną zespoły z Łodzi, Legnicy, Wrocławia, Gdyni, Krakowa i Warszawy. Sporo będzie przedstawień znaczących, wiele znanych nazwisk w obsadach.
Gdy zgasną festiwalowe reflektory, przyjdzie jednak wrócić do szarej (dosłownie, bo od pyłu) rzeczywistości, budynek Nowego zostanie bowiem ,popruty” w pionie i w poziomie. Kiedy to nastąpi dokładnie jeszcze nie wiadomo, ale nastąpi na pewno w tym sezonie. Instalacje elektryczne, wodne i kanalizacyjne, muszą być wymienionie, planuje się unowocześnienie ochrony przeciwpożarowej, remont ścian itd. Rzec można – budowlana normalność. Tyle tylko, że dla zespołu owa normalność oznacza tułaczkę po cudzych scenach. Dyrektor Lipski nie chce nawet słyszeć o wstrzymaniu pracy; przymusowego urlopu nie chcą także aktorzy, choć na pewno liczba spektakli ulegnie drastycznemu zmniejszeniu. Dopóki da się grać w siedzibie, dopóty przedstawienia przy placu Teatralnym będą się odbywać. A przypominamy, że w repertuarze pozostają pozycje różne w charakterze i nastroju – zarówno pogodna farsa pt. ,Wszystko w rodzinie”, jak i naładowany emocjami dramat pt. ,Kolacja na cztery ręce”, zarówno przepiękna scenograficznie baśń dla najmłodszych, czyli ,Królowa śniegu”, jak i okraszony potężną dawką muzyki ,Dobrze skrojony frak”. No i ,Śluby panieńskie”…
- Planowana modernizacja budynku – mówi dyrektor Lipski – rzeczywiście stawia pod znakiem zapytania nowy repertuar, więc choć mam także wersję ,na wszelki wypadek”, to muszę liczyć się z realiami. A one są takie, że możemy z dnia na dzień zostać bez sceny, a nawet bez pomieszczeń do prowadzenia prób. Dlatego na grudzień planujemy tylko jedną premierę. Nie ma jeszcze tytułu, bo i nie jest to realizacja klasycznej sztuki. Chcemy przygotować widowisko, powiedzmy – regionalne, wpisujące się w klimat Bożego Narodzenia. Mamy wiele materiałów etnograficznych, autentycznych wspomnień i opisów tradycji, są piękne polskie kolędy i urokliwe śląskie kolędziołki, spróbujemy więc połączyć je we wspólny kształt sceniczny. Może zdążymy jeszcze zagrać premierę u siebie, a może będziemy już kolędować ,po ludziach”, jak to kiedyś bywało…
Autor artykułu: HENRYKA WACH-MALICKA