Archive for September, 2001

Austriackie kontakty

Friday, September 28th, 2001

Przez kilka dni przebywała na Żywiecczyźnie delegacja z austriackiego Feldbach, w celu omówienia szczegółów dotyczących ewentualnej współpracy pomiędzy tym regionem a Żywiecczyzną.

Chcemy rozmawiać tylko o konkretach ? usłyszały rajczańskie władze, które gościły Austriaków jako pierwsze. Podczas spotkania goście zasypywali gospodarzy licznymi pytaniami.

- Czy staracie się o środki przedakcesyjne? Jakie jest u was bezrobocie? Jak temu zapobiegacie? Jak wygląda sytuacja turystyki? – pytali.

Nieco wcześniej goście mieli okazję zwiedzić dolinę Nickuliny oraz schronisko młodzieżowe. Drugiego dnia odbyło się spotkanie w zespole Szkół Mechaniczno-Elektrycznych w Żywcu, gdzie przedstawiono im dorobek naukowy i dydaktyczny. Również w Zespole Szkół Rolniczych w Żywcu-Moszczanicy goście zaznajomili się z dorobkiem szkoły. Następnie zwiedzili Jeleśnię i udali się na spotkanie do Milówki, które dotyczyło omówienia zagadnień agroturystycznych i współpracy w tej dziedzinie. Grupa inicjatywna, która w Rajczy nie została praktycznie dopuszczona do głosu, przedstawiła Austriakom kilka propozycji współpracy m. in. organizację w przyszłym roku na Żywiecczyźnie Dni Feldbach, a następnie Dni Powiatu Żywieckiego w Feldbach, w których zaprezentowano by region i jego dokonania, współpracę szkół rolniczych w dziedzinie agroturystyki, wymianę młodzieży i dzieci w realizacji edukacji regionalnej, kulturalnej, językowej i ekologicznej.

- Podczas tych spotkań Austriacy wracali często do tematu promocji własnych produktów – mówi Jacek Seweryn z grupy inicjatywnej, dotyczącej współpracy obu regionów. – Zwracali uwagę na piękno naszego krajobrazu, ale zarazem dziwili się, dlaczego przy naszych drogach jest tak brudno.

Autor artykułu: PAWEŁ SZCZOTKA

Górale poparli lewicę

Friday, September 28th, 2001

Na Żywiecczyźnie większością głosów zwyciężyła koalicja Sojuszu Lewicy Demokratycznej i Unii Pracy. Nawet tak popularna osoba, jak Jerzy Widzyk z AWSP, która chwalona była przez wielu mieszkańców regionu za działalność na rzecz Żywiecczyzny, nie zyskała wystarczającego poparcia, aby dostać się do Sejmu RP.

Jerzy Widzyk, były burmistrz Żywca, który w rządzie Jerzego Buzka zrobił błyskotliwą karierę, a przez ostatnie miesiące był ministrem transportu i gospodarki morskiej, startował z pierwszego miejsca na poselskiej liście AWSP w Okręgu Bielsko-Biała, obejmującego także gminy Żywiecczyzny. Zdobył 9 tys. 280 głosów. Jego kontrkandydata z lewicy Kazimierza Zarzyckiego, ekonomistę z Żywca poparły 20 tys. i 2 osoby. Ten ostatni oczywiście otrzymał poselski mandat. W ławach Parlamentu RP zasiądzie także Edward Płonka, inżynier-energetyk z Żywca, radny powiatowy, który startował z Platformy Obywatelskiej. Poparły go 4 tys. 824 osoby. Do Warszawy pojedzie również Stanisław Zadora, technik automatyki, który na co dzień prowadzi schronisko niedaleko Zwardonia. Do Sejmu RP kandydował z Ligi Polskich Rodzin. W całym Okręgu Bielsko-Biała poparło go 8 tys. 812 wyborców.

W walce o mandat Senatora RP zwyciężył Władysław Bułka, zdobywając 100 tys. 722 głosy. W ławach poselskich zasiadał przez ostatnie dwie kadencje. Tym razem zdecydował się walczyć o mandat senatorski. Od urodzenia, czyli od 1936 roku, związany jest z ziemią żywiecką. W latach 1970-74 był wiceprzewodniczącym Rady Narodowej w Żywcu. Cztery lata później uzyskał tytuł magistra pedagogiki w Wyższej Szkole Pedagogicznej w Krakowie. Skończył także podyplomowe studia organizacji i zarządzania w krakowskiej Akademii Ekonomicznej. W 1988 roku założył “Gazetę Żywiecką” i do dziś jest jej redaktorem naczelnym.

Jerzy Widzyk nie chciał skomentować wyników wyborów na Żywiecczyźnie. Nie powiedział także, co zamierza robić po odejściu ze stanowiska. Izabella Łyś-Gorzkowska, jego rzeczniczka w rozmowie z “DZ” przyznała, że nie ma on jeszcze skonkretyzowanych planów. – Na razie ma za dużo pracy, aby o tym myśleć – powiedziała.

Do Sejmu RP nie weszli także m.in.: kandydujący z listy Prawa i Sprawiedliwości Jakub Pluciński, geodeta z Żywca, na którego głosowało 1159 osób, a także Andrzej Lizak mechanik z Radziechowych-Wieprza, który startował z listy Ligi Polskich Rodzin. Głosowało na niego 402 wyborców.
Grzegorz Figura, członek Unii Wolności, radny żywieckiego powiatu przyznał, że nie jest zdziwiony tym, iż w regionie zwyciężyła koalicja SLD-UP. – Po ubiegłorocznych wyborach prezydenckich, w których po raz pierwszy sukces odniósł kandydat lewicy Aleksander Kwaśniewski, można było przewidzieć, że następuje wyraźna zmiana nastrojów na Żywiecczyźnie. Niestety, koalicja AWS-UW zlekceważyła te sygnały. Do ludzi nie docierały informacje o potrzebie wprowadzanych reform, a jedynie o tym, że źle są realizowane. Dlatego tak duże poparcie zyskała lewica – powiedział. Dodał, że w przedwyborczych rozmowach z mieszkańcami zauważył, iż nie chcieli słuchać żadnych tłumaczeń na temat sytuacji w kraju. – Ludzie są tak zdesperowani, że uwierzyli w obietnice radykalnych ugrupowań – stwierdził. Podkreślił, że pomimo przegranej Unii Wolności, która nie weszła do parlamentu nie zamierza odchodzić z tej partii.

Autor artykułu: ANNA CHAŁUPSKA

Rachunki zapłacą Katowice, a…Kraków zarobi w Ujsołach?

Friday, September 28th, 2001

Dlaczego Kraków zarabiać ma na nieszczęściu Ujsół, skoro jeszcze ani grosza nie dołożył do inwestycji? Pieniądze – 610.000 zł – na regulację potoku Bystra wyłożył wyłącznie Wojewódzki Fundusz Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej w Katowicach. Teraz Kraków zdecyduje, kto otrzyma zlecenie.

Bystra, jak całe dorzecze rzeki Soły, podlega administracji Regionalnego Zarządu Gospodarki Wodnej w Krakowie i to do Krakowa należy troska o to, by rwący potok nie zalewał Ujsół. Tymczasem zalewa regularnie. Kraków pieniędzy na inwestycję nigdy nie znalazł. Gdy nadeszły z Katowic, ogłosił przetarg na roboty, który rozstrzygnięty zostanie 2 października. Już wiadomo, że do komisji przetargowej nie został zaproszony nikt z Katowic i Ujsół. Żywiecczyzna aż huczy od plotek, powtarzając nazwę małopolskiej firmy, która przetarg wygra.

- Pewnie kamienie zwozić będą spod Wawelu, choć kamieniołom mamy w Ujsołach, 3 km od Bystrej – komentują mieszkańcy.

Nikt w Ujsołach nie ukrywa, że liczy na pracę, o którą w górach tak ciężko. Kiedy gmina załatwiała formalności związane z przygotowaniem inwestycji, mieszkańcy – właściciele gruntów robili wszystko, by roboty ruszyły jak najprędzej. Potok nieprzypadkowo nazywa się – Bystra. Po deszczach woda czyni spustoszenia, a płynie wzdłuż drogi gminnej i domów. Mieszkańcy nieraz byli już odcięci od drogi i świata. Zalała ich woda także podczas lipcowej powodzi. Co więcej, pod dnem potoku biegnie kolektor do oczyszczalni ścieków, który może zostać uszkodzony.

- Od dawna Ujsoły upominały się o regulację Bystrej. Od 7 lat trwają przygotowania do tej inwestycji – przypomina wójt, Tadeusz Piętka. – Kraków ciągle powtarzał, że nie ma pieniędzy. “Wychodziliśmy” je w Katowicach, zmuszając Kraków do rozpoczęcia prac w tym roku.

Inwestycję podzielono na dwie części, ze względu na skromne środki. Kraków obiecał dołożyć się do kosztów w przyszłym roku. Prace ruszą teraz wyłącznie dzięki pieniądzom Wojewódzkiego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej w Katowicach.

- Będziemy przyglądać się tej inwestycji, jak wszystkim innym, na które wydajemy pieniądze – mówi prezes WFOŚiGW Jerzy Swatoń. – Dalekie dojazdy firm do Ujsół na pewno wpłyną na niepotrzebne koszty.

Autor artykułu: TERESA SEMIK

Wiele wskazuje na to, że Fabrykę Maszyn Włókienniczych uda się uratować

Thursday, September 27th, 2001

Jeszcze kilka miesięcy temu wydawało się, że nie ma nadziei dla Bielskiej Fabryki Maszyn Włókienniczych Befama. Na lipiec zapowiadano zwolnienia grupowe połowy liczącej zaledwie 280 osób załogi. Dziś wiele wskazuje na to, że Befamę uda się uratować. Ze zwolnień zrezygnowano, za wrzesień pracownicy pensję otrzymają już terminowo, firma wychodzi z długów.

Trzy miesiące temu na ratunek wezwano ,strażaka” z centralnej Polski. Adam Kurzawa, absolwent prawa Uniwersytetu Łódzkiego, przez ponad 20 lat kariery zawodowej pracował w wymiarze sprawiedliwości, w banku, był właścicielem biura doradztwa prawnego, ratował też kilka poważnie zagrożonych firm.

- Wszystkie udało się uratować i zakładam, że tak będzie również tym razem. Inaczej nie byłoby mnie tutaj, nikt nie lubi firmować klapy – mówi Kurzawa, obecnie prezes zarządu, dyrektor naczelny Befamy. – Dziś już jestem pewien, że Befamie plajta nie grozi, że stanie na nogi.

Fabryka ma przed sobą dwa ważne zadania. Odzyskanie wiarygodności dostawców oraz klientów i spłatę zobowiązań. Na razie spłacono zaległości wynikające z układu z wierzycielami i jedną trzecią pozostałych długów. Część byłych klientów jest jednak przekonanych, że firma nie istnieje lub nie jest w stanie czegokolwiek produkować. Do każdego trzeba dotrzeć i udowodnić, że jest inaczej. Sytuacji wychodzenia z dołka nie ułatwia fakt, że za każdą dostawę trzeba płacić przed jej otrzymaniem. Jakoś i z tym trzeba sobie jednak poradzić.

Na szczęście są zlecenia. Część już jest realizowanych, inne spłynąć mają lada tydzień. Znów nawiązano kontakty ze wschodem. Na Ukrainie i Białorusi agencji skutecznie zdobywają dla Befamy kontrahentów. Znaczących jest na razie dwóch, wkrótce pojawić mają się kolejni.

- Nadal nieosiągalny dla nas jest rynek rosyjski. Znajduje się tam jeszcze wiele maszyn zakupionych z Befamy w latach 80. Niektóre nawet nie zostały rozpakowane. Kupić je można za pół ceny, nikt więc nie będzie na razie zamawiał niczego u nas – mówi prezes.

Głównym produktem Befamy są wciąż maszyny do produkcji włókienniczej. Trwają jednak przygotowania do wypuszczenia urządzeń do produkcji papieru, fabryka próbuje wejść na rynek inwestycji ekologicznych, ruszyła produkcja usługowa, czyli części zamiennych, podzespołów, małych gabarytowo elementów. Powstało Centrum Usług Technologicznych, zajmujące się tego typu usługami, a ich wartość z miesiąca na miesiąc rośnie.

Autor artykułu: WANDA THEN

Pożegnanie lata

Thursday, September 27th, 2001

Występy profesjonalnych zespołów muzycznych i amatorskich grup dziecięcych, kabaretów i chórów uatrakcyjnią ,Pożegnanie lata” organizowane przez Miejski Ośrodek Kultury w Miasteczku Śląskim. Zabawa będzie połączona z obchodami ćwierćwiecza MOK-u.

Początek już w sobotę o godz. 15.00. Dla dzieci organizatorzy przygotowali gry i zabawy. Dla młodzieży zagrają zespoły związane z ośrodkiem kultury, czyli Terre Strriss i Face in The Mirrow. Poezję śpiewaną zaprezentuje Magda Madeja. Około godz. 18.30 grupa poetycka ,Nieregularni” przedstawi współczesną wersję ,Romea i Julii”. Zagra zespół Mexico Band i wystąpi kabaret Nowy. Do północy będzie trwała zabawa taneczna.

Niedzielne imprezy również zaczynają się o godz. 15.00 grami dla dzieci i występami dziecięcych zespołów Crazy i Smerfy. Przed godz. 17.00 wystąpi zespół folklorystyczny ,Brynica”. Później zaprezentują się chóry ,Piast” i ,Sienkiewicz” oraz Miejska Orkiestra Dęta. O godz. 19.50 wystąpi kabaret ,Śląski”. A na koniec muzykę dance zaprezentuje MC Marco.

Autor artykułu: (mo)

Nasze panie w Sejmie

Thursday, September 27th, 2001

Zdenerwowanie, niepewność, nadzieja towarzyszyły wyborom. Wyniki zaskoczyły wszystkich kandydatów, ale tylko nieliczni świętują zwycięstwo.

Barbara Blida startowała w wyborach już po raz piąty. Jak podkreśla, tym razem przeżywała najsilniejsze emocje.

- Byłam niepewna wyniku, bo odpadły okręgi gdzie mam najwięcej wyborców: Bytom, Zabrze, Mikołów. Liczyłam na jakieś 30-40 tys. głosów, ale skrycie marzyłam o 50 tys! Stał się cud. Pragnę serdecznie podziękować za poparcie. To duża odpowiedzialność i wiem, że moi sympatycy liczą na mnie. Zrobię wszystko, aby ich nie zawieść – podkreśliła pani Barbara. Z przykrością zauważyła, że kampania nie należała do kulturalnych.

- To była brutalna walka nawet między swoimi. Pierwszy raz miałam indywidualny plakat, notorycznie zaklejany nie tylko przez inne ugrupowania. A przecież wszyscy walczymy o Polskę! – zastanawia się.
Jej mąż Henryk, krótko dodał: – Basia była strasznie zdenerwowana i ostatnie dni często ,wybuchała” przez błahostki. Jestem z żony dumny, tym bardziej, że to efekt wielu lat ciężkiej pracy.

Pozostałe posłanki są debiutantkami. Najmłodsza z trójki Aleksandra Gramała, rdzenna świętochłowiczanka dopiero od trzech lat działa na niwie samorządowej. Była również najmłodszym w kraju wiceprezydentem.

- Byłam zaszokowana wynikiem. Uwierzyłam dopiero widząc swoje nazwisko dopiero w protokole. Teraz czuję ogromną wdzięczność dla wszystkich wyborców. Jestem świadoma, że na wynik pracowało mnóstwo nieznanych mi ludzi, którym nawet nie mam jak podziękować za ogromny kredyt zaufania. Zapewniam, że zawsze będę walczyć o sprawy Śląska – powiedziała pani Ola. – Od dziecka angażowała się całym sercem w realizację wybranego celu. Jestem szczęśliwa, że udało jej się dostać upragniony mandat poselski. Wiem jak ciężko pracowała. Myślę, że dodatkowo sprzyja jej szczęście i sympatia ludzi, których sprawy stawia na pierwszym miejscu – powiedziała Elfryda Gramała, mama Oli.

Wyniki wyborów są również zaskoczeniem dla Marii Nowak, samorządowca trzecią kadencję.

- Przyznam się szczerze, że jest to miłe zaskoczenie. Każdy startuje w wyborach po to aby się dostać i dlatego myślę, że osiągnęłam swój cel. Co do planów na najbliższą przyszłość to nie zastanawiałam się jeszcze nad tym i nie chciałabym się w tej sprawie wypowiadać. Nadal jestem dyrektorem szkoły i jak na razie toczę normalne życie. Startowałam z listy Prawa i Sprawiedliwości, bo tak się jakoś potoczyło. Nigdy nie deklarowałam wierności Akcji Wyborczej Solidarność. PiS to również prawica, więc uważam, że dalej jestem na ,prawej stronie” sceny politycznej. Jestem politykiem od dwunastu lat i zwracam uwagę również na to gdzie mam większe szanse – mówi.

Autor artykułu: jus ml

Raz wygrana, raz przegrana

Wednesday, September 26th, 2001

Bielska Delegatura Krajowego Biura Wyborczego w Bielsku liczy, która partia z jakim poparciem spotkała się w powiatach i gminach. Nieoficjalnie wiadomo, że w większości zwyciężyła koalicja SLD-UP.

Stanisław Noworyta, bielski radny, który z listy SLD-UP kandydował do Sejmu stwierdził, że lewica zwyciężyła zasłużenie. – Przegrani nie powinni rozpaczać. Zadziwiające, że tylko Antoni Kobielusz po raz trzeci uzyskał mandat poselski. Reszta, Jan Szwarc i Jan Sztwiertna, to nowi ludzie w parlamencie, ale znani z samorządowej działalności – powiedział. Noworyta ma nadzieję, że po wyborach samorządowych SLD będzie miało do powiedzenia więcej, niż obecnie.

Paweł Kilarski z ZChN, który ubiegał się o mandat senatora przyznał, że AWS przegrała, bo jego elektorat zabrała Liga Polskich Rodzin. – Takim ugrupowaniom łatwo wypłynąć na frustracji i niezadowoleniu społecznym. Musimy przeanalizować sytuację. Nie może być tak, że partie, pojawiające się jak meteoryt, przewracają wszystko do góry nogami – stwierdził.

Jacek Kachel, rzecznik Urzędu Miasta w Bielsku, komentując plany lewicy, która zamierza wygrać wybory samorządowe, powiedział, że demokracja ma swoje prawa. – Każdy, kto uczestniczy w życiu politycznym, musi się liczyć, że raz wygrywa, a raz przegrywa – przyznał.

Autor artykułu: (ach)

Warszawa zarabia na Promnicach : Polowanie na pałacyk myśliwski

Wednesday, September 26th, 2001

Od marca br. zabytkowy pałacyk myśliwski w Promnicach jest znów własnością Skarbu Państwa i pieniądze za jego dzierżawę – 18.000 zł miesięcznie – idą do Warszawy.

- Nic złego się nie dzieje – uważa starosta pszczyński, Henryk Kolarczyk.

Skarb Państwa przejął XIX-wieczną rezydencję myśliwską książąt pszczyńskich za długi Nadwiślańskiej Spółki Węglowej, która pierwotnie zamierzała sprzedać ją za 81 mln zł. Ostatecznie jej dług wobec ZUS-u zmniejszono o prawie 60 mln zł.

Podpisanie aktu notarialnego nastąpiło w marcu br. i od tego czasu nic się w sprawie nie dzieje. Budowlę chcą przejąć: gmina Kobiór (bo na jej terenie stoi pałacyk), powiat pszczyński (bo starosta uczestniczył w jego przejęciu przez Skarb Państwa) oraz Urząd Marszałkowski w Katowicach (Państwowe Muzeum Pałacowe w Pszczynie jest w jego władaniu, a Promnice kiedyś należały do tego samego księcia pana). Nikt jednak dotąd oficjalnie i na piśmie swoich zamierzeń nie sprecyzował.

Od 11 lat w zabytkowej budowli mieści się reprezentacyjny hotel, prowadzony przez firmę Noma. – Umowa z marca br. mówi, że pozostaniemy w Promnicach do 2005 roku, a chcielibyśmy pozostać tam jak najdłużej – mówi dyrektor hotelu Tadeusz Cieślik. – Nie chodzi tylko o pieniądze, jakie włożyliśmy w utrzymanie tego obiektu, ale także o to, że darzymy to miejsce szczególnym sentymentem.

- Na razie nie ma potrzeby jakichkolwiek zmian własnościowych, bo one z pewnością skończą się awanturą, a gospodarowanie obiektem zabytkowym łączy się z problemami i kosztami. Najważniejsze, że pałacyk należy znów do Skarbu Państwa – uważa starosta Kolarczyk. – Nie przeszkadza panu, że pieniądze za eksploatację zabytku idą do Warszawy i nie zasilają śląskiej kultury? – pytamy. – Sam wywalczyłem, by opłaty wzrosły z 8.000 zł do 18.000 zł miesięcznie. Z tych pieniędzy trzeba będzie pokryć koszty pilnych napraw – wymianę kotłowni oraz gontów na dachu. Zaniedbania grożą awarią.

Dyrektor hotelu potwierdza, że wymiana kotłowni jest niezbędna, bo ostatni jej remont był w latach 70., a pokrycie dachu remontowane jest sukcesywnie od 1995 roku.

Pałacyk wzniesiony został w 1864 roku i był siedzibą myśliwską książąt pszczyńskich. Tuż przed wojną przekazany został Skarbowi Państwa jako podatek spadkowy. Po 1945 roku otrzymali go najpierw leśnicy, a zrujnowany dostała branża górnicza i pięknie wyremontowała. W czasach gierkowskich myślano urządzić w nim rezydencję ministra górnictwa.

Zabytek jest unikatowy w skali kraju, bo inne myśliwskie rezydencje w środku lasu dawno popadły w ruinę. Atrakcją są także pamiątki myśliwskie zdobiące wnętrza. Jaki będzie jego los?

Henryk Kolarczyk, starosta pszczyński: – Powiat wystąpi do wojewody o skomunalizowanie majątku i przekazanie go nam – taka jest wola radnych, choć jeszcze nie ma w tej sprawie żadnej uchwały. Nam pieniądze też są potrzebne. Wpływy z dzierżawy zabytku pokryłyby nasze wydatki na kulturę.

Tadeusz Donocik, podsekretarz stanu w Ministerstwie Gospodarki: – Byłem przeciwny wystawieniu zabytkowego pałacyku na przetarg, by nie przejął go prywatny właściciel i w przyszłości ograniczył do niego dostęp. Idea, by reprezentacyjna budowla nadal służyła regionowi, przyświecała propozycji przejęcia jej przez Skarb Państwa za długi Nadwiślańskiej Spółki Węglowej. Nie ukrywam, że za najwłaściwsze rozwiązanie uznawano wówczas połączenie Promnic z muzeum pszczyńskim.

Maciej Kluss, dyrektor Państwowego Muzeum Zamkowego w Pszczynie: – Jestem zainteresowany połączeniem pałacu pszczyńskiego z pałacykiem myśliwskim. Byłoby wspaniale, gdyby obie budowle stanowiły historyczną całość. Nie ma mowy o przywróceniu Promnicom pierwotnych funkcji – to w dzisiejszej sytuacji finansowej państwa jest nierealne. Zachowałbym więc działalność komercyjną i rozszerzył ją o działalność wystawienniczą.

Adam Warzecha, rzecznik marszałka województwa śląskiego: – Urząd Marszałkowski jest za przejęciem Promnic przez władze samorządowe województwa i połączeniem pałacyku myśliwskiego z muzeum pszczyńskim. Wniosek w tej sprawie właśnie jest przygotowywany.

Autor artykułu: TERESA SEMIK

Premiera, festiwal i remont

Wednesday, September 26th, 2001

Wydaje się, że Irena Jun – znakomita aktorka i reżyserka, zaprzyjaźniła się już z Teatrem Nowym w Zabrzu, gdzie zobaczymy kolejny spektakl w jej realizacji.

Po udanej, choć i ,dyskutującej” z autorem, interpretacji ,Mąża i żony” Aleksandra Fredry, artystka znów wraca do tekstu wielkiego klasyka. Już w sobotę, na zabrzańskiej scenie odbędzie się premiera ,Ślubów panieńskich” w reżyserii Ireny Jun właśnie. Scenografię do przedstawienia zaprojektował Jerzy Kalina. Znany jest zabrzańskiej publiczności z uhonorowanej Złotą Maską, pięknej, poetyckiej oprawy plastycznej do drugiej części ,Dziadów” Adama Mickiewicza, zrealizowanej wespół z Ireną Jun.

Na afisz Teatru Nowego wracają powoli tytuły z minionego sezonu. Był to repertuar nieco skromniejszy, niż możliwości i ambicje zespołu, gdyż samorząd miejski planował rok temu gruntowny remont zabytkowego budynku. Tytuły i charakter inscenizacji przygotowywano więc tak, by spektakle mogły być grane poza siedzibą teatru. Remont spóźnił się jednak i zasadnicze uderzenie budowlane szykuje się dopiero teraz.

- Zanim jednak dojdzie do tej przebudowy – mówi Andrzej Lipski, dyrektor Teatru Nowego – czeka nas wielka przyjemność i… niesłychanie trudny sprawdzian organizacyjny, czyli I Festiwal Dramaturgii Współczesnej ,Rzeczywistość przedstawiona”. Inauguracja przeglądu tuż-tuż, pierwszy konkursowy spektakl zobaczymy bowiem 21 października.

W rzeczy samej będzie co i kogo oglądać, bo choć kryterium doboru przedstawień było dość ryzykowne – dramaturgia lub adaptacje utworów powstałych po roku 1989 – to okazało się, że jest w czym wybierać. Do zabrzańskiego konkursu staną zespoły z Łodzi, Legnicy, Wrocławia, Gdyni, Krakowa i Warszawy. Sporo będzie przedstawień znaczących, wiele znanych nazwisk w obsadach.

Gdy zgasną festiwalowe reflektory, przyjdzie jednak wrócić do szarej (dosłownie, bo od pyłu) rzeczywistości, budynek Nowego zostanie bowiem ,popruty” w pionie i w poziomie. Kiedy to nastąpi dokładnie jeszcze nie wiadomo, ale nastąpi na pewno w tym sezonie. Instalacje elektryczne, wodne i kanalizacyjne, muszą być wymienionie, planuje się unowocześnienie ochrony przeciwpożarowej, remont ścian itd. Rzec można – budowlana normalność. Tyle tylko, że dla zespołu owa normalność oznacza tułaczkę po cudzych scenach. Dyrektor Lipski nie chce nawet słyszeć o wstrzymaniu pracy; przymusowego urlopu nie chcą także aktorzy, choć na pewno liczba spektakli ulegnie drastycznemu zmniejszeniu. Dopóki da się grać w siedzibie, dopóty przedstawienia przy placu Teatralnym będą się odbywać. A przypominamy, że w repertuarze pozostają pozycje różne w charakterze i nastroju – zarówno pogodna farsa pt. ,Wszystko w rodzinie”, jak i naładowany emocjami dramat pt. ,Kolacja na cztery ręce”, zarówno przepiękna scenograficznie baśń dla najmłodszych, czyli ,Królowa śniegu”, jak i okraszony potężną dawką muzyki ,Dobrze skrojony frak”. No i ,Śluby panieńskie”…

- Planowana modernizacja budynku – mówi dyrektor Lipski – rzeczywiście stawia pod znakiem zapytania nowy repertuar, więc choć mam także wersję ,na wszelki wypadek”, to muszę liczyć się z realiami. A one są takie, że możemy z dnia na dzień zostać bez sceny, a nawet bez pomieszczeń do prowadzenia prób. Dlatego na grudzień planujemy tylko jedną premierę. Nie ma jeszcze tytułu, bo i nie jest to realizacja klasycznej sztuki. Chcemy przygotować widowisko, powiedzmy – regionalne, wpisujące się w klimat Bożego Narodzenia. Mamy wiele materiałów etnograficznych, autentycznych wspomnień i opisów tradycji, są piękne polskie kolędy i urokliwe śląskie kolędziołki, spróbujemy więc połączyć je we wspólny kształt sceniczny. Może zdążymy jeszcze zagrać premierę u siebie, a może będziemy już kolędować ,po ludziach”, jak to kiedyś bywało…

Autor artykułu: HENRYKA WACH-MALICKA

Konferencja o globalizacji

Monday, September 24th, 2001

Dzisiaj w Wiśle rozpoczyna się konferencja na temat Władze lokalne i regionalne w warunkach globalizacji, zorganizowana przez Instytut Nauk Politycznych i Dziennikarstwa Uniwersytetu Śląskiego w Katowicach.

Organizatorzy podkreślają, że celem trzydniowego spotkania 40 profesorów oraz 70 młodszych pracowników naukowych z Polski, Czech, Litwy, Gruzji i Niemiec jest określenie misji władz lokalnych i regionalnych w procesie zaspokajania potrzeb społecznych oraz roli w rozwoju społeczności lokalnych i regionalnych w warunkach globalizacji. Konferencja będzie także okazją do podsumowania rezultatów reform administracji publicznej centralnej i terenowej w krajach środkowo- i wschodnioeuropejskich w świetle procesów integracyjnych w Europie.

Autor artykułu: (wot)