Kolej, jak i Huta Katowice, przynoszą straty. Obie firmy mają ogromne długi i stoją na skraju bankructwa. Obie są kontrolowane przez Skarb Państwa i liczą na rządowe programy restrukturyzacyjne. Dąbrowska huta jest winna PKP ponad 600 mln zł, co stanowi jedną czwartą jej całkowitego zadłużenia (ok. 2,5 mld zł). Na początku maja kolej wystawiła na sprzedaż duży pakiet hutniczych zobowiązań.
W ostatnim czasie sprzedała 65 mln zł długów Huty Katowice, które trafiły ostatecznie do Inkasso Reform, legnickiej firmy, zajmującej się obrotem wierzytelnościami. Podpisała ona z dąbrowską hutą porozumienie dotyczące restrukturyzacji wierzytelności (m.in. rozłożenie płatności na raty oraz spłatę w kompensatach).
Zarząd Huty Katowice złożył do Urzędu Ochrony Państwa wniosek o sprawdzenie legalności transakcji PKP. Kolej na cztery dni przed wejściem w życie ustawy o restrukturyzacji hutnictwa sprzedała bowiem kolejnych 10 mln zł długów dąbrowskiej spółki. Tymczasem ustawa zezwala na podobne transakcje jedynie za zgodą ministra infrastruktury. W ten sposób parlamentarzyści chcieli ochronić spółki Skarbu Państwa przed niepotrzebnym i szkodliwym bojem o pieniądze.
- Jesteśmy całkowicie zaskoczeni sprzedażą przez PKP naszych wierzytelności. Cały czas toczyły się bowiem negocjacje w tej sprawie – mówi Krystian Kozakowski, wiceprezes Huty Katowice ds. finansowych.
- Huta nigdy nie przedstawiła sensownej propozycji regulowania swoich zobowiązań. Taki stan rzeczy uniemożliwiał kolei normalne funkcjonowanie, dlatego przenieśliśmy część zobowiązań Huty Katowice na rzecz naszych kontrahentów – wyjaśnia Roman Hajdrowski, rzecznik prasowy PKP. – Transakcja była zgodna z prawem. Przy kolejnych cesjach hutniczych długów będziemy już występować o zgodę ministra infrastruktury.
PKP częścią tych zobowiązań (55 mln zł) zapłaciły za wagony dostarczone przez poznańskie zakłady ,H. Cegielski”. Następnie długi trafiły do Inkasso Reform.
Firma jest znana z twardej postawy, m.in. tuż przed rozpoczęciem postępowania układowego przez Hutę im. T. Sendzimira Inkasso zajęło hipotekę krakowskiej spółki. Układ ma zredukować długi huty o połowę, czyli wierzyciele stracą 700 mln zł.
- Doniesienie do UOP było konieczne. To skandal, żeby prywatna firma zarabiała handlując długami spółek kontrolowanych przez Skarb Państwa – twierdzi Jacek Zub, przewodniczący ZZ Pracowników Huty Katowice.
Niektórzy wierzyciele Huty Katowice twierdzą, że było to już drugie doniesienie do UOP na działalność kolejowego przewoźnika. Pierwsze miało mieć miejsce półtora miesiąca temu. Huta nie chce komentować tych informacji.
Analitycy branży hutniczej są zgodni, że PKP wprawdzie nie złamały prawa, ale na pewno działały na jego pograniczu. Zarząd kolei wiedział, że ustawa jest przyjęta przez parlament i podpisana przez prezydenta. Powinien zatem powstrzymać się od transakcji określanej jednoznacznie jako działanie na szkodę Huty Katowice. Pikanterii całej sprawie dodaje fakt, że niemal jednocześnie dąbrowska firma sprzedała Inkasso Reform wierzytelności Huty Kościuszko, którą też obejmuje ustawa o restrukturyzacji branży.
Urząd Ochrony Państwa bada też zasadność niektórych zagranicznych podróży byłego kierownictwa spółki w latach 1999-2000. Organizowały je głównie dwie zagraniczne firmy, w tym Pan-Europen Conferences Ltd. Na egzotyczne konferencje i szkolenia huta wydała ponad dwa miliony złotych.
Sprawa ujrzała światło dzienne przypadkowo, ponieważ mieszkająca w Londynie Polka, która pracowała dla Pan-Europen, poinformowała władze Huty Katowice, że organizowała dla niej fikcyjne wyjazdy szkoleniowe. Rekordową kwotę 729.784,86 zł, czyli równowartość niemal trzystu hutniczych pensji brutto, wydano w lecie ubiegłego roku na dwutygodniową podróż trzech osób
do USA i Meksyku.
O połowę mniej kosztował hutników 10-dniowy wyjazd trzech osób na Bermudy i do Kanady oraz krótsza o dobę eskapada do Hongkongu, Singapuru i Malezji.
- Wyjazd miał miejsce, gdy przekonywano załogę o konieczności szukania głębokich oszczędności – mówi Tomasz Stępniewski, dyrektor Biura Zarządu Huty Katowice. – Nie jesteśmy w stanie sprawdzić zasadności większości wydatków, gdyż były one regulowane kartami kredytowymi.
- Mamy informacje, że w części wyjazdów towarzyszyły pracownikom rodziny. Staramy się ustalić, kto płacił za ich pobyt – dodaje Henryk Nykiel, doradca prezesa Huty Katowice ds. kontaktów zewnętrznych.
Niepokojące były różnice w kosztach wyjazdów do tego samego kraju. Za niespełna dwutygodniowy pobyt w Wielkiej Brytanii zorganizowany w 1999 r. przez 3e Finance dla wiceprezes huty i tłumacza zapłacono ponad 163 tys. zł. Tymczasem podobny wyjazd innego z wiceprezesów wiązał się z wydaniem niewiele ponad 24 tys. zł.
Autor artykułu: WOJCIECH W. WACŁAWEK