Archive for November, 2001

Huta Katowice prowadzi intensywną korespondencję z UOP

Tuesday, November 27th, 2001

Kolej, jak i Huta Katowice, przynoszą straty. Obie firmy mają ogromne długi i stoją na skraju bankructwa. Obie są kontrolowane przez Skarb Państwa i liczą na rządowe programy restrukturyzacyjne. Dąbrowska huta jest winna PKP ponad 600 mln zł, co stanowi jedną czwartą jej całkowitego zadłużenia (ok. 2,5 mld zł). Na początku maja kolej wystawiła na sprzedaż duży pakiet hutniczych zobowiązań.

W ostatnim czasie sprzedała 65 mln zł długów Huty Katowice, które trafiły ostatecznie do Inkasso Reform, legnickiej firmy, zajmującej się obrotem wierzytelnościami. Podpisała ona z dąbrowską hutą porozumienie dotyczące restrukturyzacji wierzytelności (m.in. rozłożenie płatności na raty oraz spłatę w kompensatach).

Zarząd Huty Katowice złożył do Urzędu Ochrony Państwa wniosek o sprawdzenie legalności transakcji PKP. Kolej na cztery dni przed wejściem w życie ustawy o restrukturyzacji hutnictwa sprzedała bowiem kolejnych 10 mln zł długów dąbrowskiej spółki. Tymczasem ustawa zezwala na podobne transakcje jedynie za zgodą ministra infrastruktury. W ten sposób parlamentarzyści chcieli ochronić spółki Skarbu Państwa przed niepotrzebnym i szkodliwym bojem o pieniądze.

- Jesteśmy całkowicie zaskoczeni sprzedażą przez PKP naszych wierzytelności. Cały czas toczyły się bowiem negocjacje w tej sprawie – mówi Krystian Kozakowski, wiceprezes Huty Katowice ds. finansowych.

- Huta nigdy nie przedstawiła sensownej propozycji regulowania swoich zobowiązań. Taki stan rzeczy uniemożliwiał kolei normalne funkcjonowanie, dlatego przenieśliśmy część zobowiązań Huty Katowice na rzecz naszych kontrahentów – wyjaśnia Roman Hajdrowski, rzecznik prasowy PKP. – Transakcja była zgodna z prawem. Przy kolejnych cesjach hutniczych długów będziemy już występować o zgodę ministra infrastruktury.

PKP częścią tych zobowiązań (55 mln zł) zapłaciły za wagony dostarczone przez poznańskie zakłady ,H. Cegielski”. Następnie długi trafiły do Inkasso Reform.

Firma jest znana z twardej postawy, m.in. tuż przed rozpoczęciem postępowania układowego przez Hutę im. T. Sendzimira Inkasso zajęło hipotekę krakowskiej spółki. Układ ma zredukować długi huty o połowę, czyli wierzyciele stracą 700 mln zł.

- Doniesienie do UOP było konieczne. To skandal, żeby prywatna firma zarabiała handlując długami spółek kontrolowanych przez Skarb Państwa – twierdzi Jacek Zub, przewodniczący ZZ Pracowników Huty Katowice.
Niektórzy wierzyciele Huty Katowice twierdzą, że było to już drugie doniesienie do UOP na działalność kolejowego przewoźnika. Pierwsze miało mieć miejsce półtora miesiąca temu. Huta nie chce komentować tych informacji.
Analitycy branży hutniczej są zgodni, że PKP wprawdzie nie złamały prawa, ale na pewno działały na jego pograniczu. Zarząd kolei wiedział, że ustawa jest przyjęta przez parlament i podpisana przez prezydenta. Powinien zatem powstrzymać się od transakcji określanej jednoznacznie jako działanie na szkodę Huty Katowice. Pikanterii całej sprawie dodaje fakt, że niemal jednocześnie dąbrowska firma sprzedała Inkasso Reform wierzytelności Huty Kościuszko, którą też obejmuje ustawa o restrukturyzacji branży.

Urząd Ochrony Państwa bada też zasadność niektórych zagranicznych podróży byłego kierownictwa spółki w latach 1999-2000. Organizowały je głównie dwie zagraniczne firmy, w tym Pan-Europen Conferences Ltd. Na egzotyczne konferencje i szkolenia huta wydała ponad dwa miliony złotych.

Sprawa ujrzała światło dzienne przypadkowo, ponieważ mieszkająca w Londynie Polka, która pracowała dla Pan-Europen, poinformowała władze Huty Katowice, że organizowała dla niej fikcyjne wyjazdy szkoleniowe. Rekordową kwotę 729.784,86 zł, czyli równowartość niemal trzystu hutniczych pensji brutto, wydano w lecie ubiegłego roku na dwutygodniową podróż trzech osób
do USA i Meksyku.

O połowę mniej kosztował hutników 10-dniowy wyjazd trzech osób na Bermudy i do Kanady oraz krótsza o dobę eskapada do Hongkongu, Singapuru i Malezji.

- Wyjazd miał miejsce, gdy przekonywano załogę o konieczności szukania głębokich oszczędności – mówi Tomasz Stępniewski, dyrektor Biura Zarządu Huty Katowice. – Nie jesteśmy w stanie sprawdzić zasadności większości wydatków, gdyż były one regulowane kartami kredytowymi.

- Mamy informacje, że w części wyjazdów towarzyszyły pracownikom rodziny. Staramy się ustalić, kto płacił za ich pobyt – dodaje Henryk Nykiel, doradca prezesa Huty Katowice ds. kontaktów zewnętrznych.

Niepokojące były różnice w kosztach wyjazdów do tego samego kraju. Za niespełna dwutygodniowy pobyt w Wielkiej Brytanii zorganizowany w 1999 r. przez 3e Finance dla wiceprezes huty i tłumacza zapłacono ponad 163 tys. zł. Tymczasem podobny wyjazd innego z wiceprezesów wiązał się z wydaniem niewiele ponad 24 tys. zł.

Autor artykułu: WOJCIECH W. WACŁAWEK

Rekompensaty

Tuesday, November 27th, 2001

Dla pracowników budżetówki i seniorów urodzonych w 1940 r.

Niektórzy emeryci i renciści oraz pracownicy sfery budżetowej, którym nie podniesiono świadczeń w latach 1991-1992 oraz którym odebrano dodatki, mogą odbierać rekompensatę za utracone dochody. Wypłacana jest sukcesywnie kolejnym rocznikom. Od 25 listopada mogą ją odbierać osoby urodzone w 1940 r.

Do 2004 r. państwo wypłaci z tytułu rekompensat łącznie z odsetkami około 13 miliardów złotych blisko 4 milionom osób. Od 25 marca 2000 r., kiedy ruszyła akcja do 20 listopada tego roku, pieniądze odebrało blisko 1 mln 300 tys. uprawnionych, a suma rekompensat wyniosła ponad 6 mld zł. Z informacji Ministerstwa Skarbu wynika, że wartość należnych od 25 listopada rekompensat wynosi blisko 320 mln 700 tys. zł.

Pieniądze są wypłacane w oddziałach PKO BP. W dniach odbioru rekompensat wzmożono wokół banku patrole policji. Dla własnego bezpieczeństwa lepiej jednak skorzystać z obrotu bezgotówkowego.

- Najszybciej i najbezpieczniej można odebrać pieniądze przelewem na własne konto – radzi Magdalena Boruc z biura informacji resortu skarbu. – Dyspozycję można było złożyć już na trzy tygodnie przed terminem wypłaty. Można też dopisać rekompensatę do książeczki oszczędnościowej w PKO BP. Rekompensatę może też odebrać pełnomocnik osoby uprawnionej, a wystawienie pełnomocnictwa nie jest związane z opłatą skarbową.

Co miesiąc pieniądze otrzymuje kolejny rocznik uprawnionych – od najstarszego do najmłodszego. Ci, którzy muszą poczekać na własny termin wypłaty, nie muszą się obawiać, że wskutek inflacji pieniądze stracą na wartości. Rekompensaty są oprocentowane tak jak wkłady á vista i każdy uprawniony ma na odbiór 5 lat, licząc od pierwszego dnia, w którym mógłby odebrać rekompensatę.

Pieniądze mogą też pobrać spadkobiercy osób uprawnionych, które nie doczekały rekompensaty. Muszą jednak przedstawić świadectwo zgonu takiej osoby, postanowienie sądu o nabyciu spadku i zaświadczenie z urzędu skarbowego, że zapłacili podatek spadkowy. Rekompensaty przysługują spadkobiercom wyłącznie tych osób, które zmarły 12 kwietnia 1997 r. lub później, czyli po wejściu w życie ustawy rekompensacyjnej.

Autor artykułu: (BS)

Wyprzedaż

Monday, November 26th, 2001

- Kiedy kupowałem ziemię, to wokół były same pola, a teraz wokoło powstaje całe osiedle domków – sarka właściciel działki rekreacyjnej.

Tymczasem gminy położone wokół Częstochowy starają się maksymalnie wykorzystać popyt na działki letniskowe i budowlane pod miastem. Jest to przede wszystkim sposób na załatanie dziur w gminnych budżetach. Sprzedaż ziemi gminnej daje jednorazowy wpływ ze sprzedaży działki i szansę na długotrwałe wpływy z podatków.

Najbardziej nagłośniona w ostatnim roku jest sprzedaż działek budowlanych w Złotym Potoku, gdzie nabywców znalazło już kilkadziesiąt parceli budowlanych. Sprzedawane one są w małych transzach, żeby nie dopuścić do spadku cen. Zyski przeznaczane są na pokrycie deficytu szkół gminnych.

Pierwsze domy w zaprojektowanym od podstaw osiedlu powstaną już w przyszłym roku.

Podobnie postępują inne atrakcyjnie położone gminy, np. Mykanów. Graniczące z Częstochową miejscowości tracą rolniczy charakter, co nie zawsze odpowiada ich nowym, uciekającym z miast mieszkańcom.

Autor artykułu: (zab)

Rozmowy pod prądem

Monday, November 26th, 2001

Grupa pracowników huty ,Łaziska” pikietowała w czwartek budynek dyrekcji Górnośląskiego Zakładu Energetycznego w Gliwicach domagając się przywrócenia dostaw prądu do zakładu. GZE wstrzymało je 15 listopada, zresztą już po raz drugi w tym roku. Za pierwszym razem spowodowany tym przestój trwał trzy dni. Przyczyną w obydwu przypadkach stały się zaległości – zdaniem GZE – zakładu w opłatach za przesył energii. Przedstawiciele huty twierdzą, że nadpłacili 18 mln zł, bowiem wcześniej przedstawiono im zawyżone rachunki. Druga strona twierdzi z kolei, że ceny były zaniżone. Huta odwołała się od decyzji GZE do Urzędu Regulacji Energetyki. Na środę zaplanowano rozmowy na ten temat, ale trwały kilka minut i nie osiągnięto kompromisu. Po tygodniu bez prądu pracownicy zorganizowali pikietę. W piątek przedstawiciele huty i GZE ponownie zasiedli do rokowań.

- Była to pierwsza wspólna merytoryczna dyskusja na temat zaistniałej sytuacji – powiedział Radosław Miśkiewicz, wiceprzewodniczący Rady Nadzorczej huty ,Łaziska”. – Przedstawiciele GZE przyznali, że nie wypełniano ściśle rozporządzenia ministra gospodarki z grudnia ubr., że roszczenia są sporne. Po dwunastu godzinach postanowiliśmy podpisać uzgodnienia, które umożliwiałyby wznowienie dostaw energii i podjęcie produkcji. Jednak o pierwszej w nocy zjawił się prezes Kołodziej z GZE, który w sposób oczywisty storpedował kształt rodzącego się porozumienia, żądając m.in. ekspertyzy technicznej dotyczącej stanu jednostek produkcyjnych w hucie. Okazało się, że przyszłość huty zależy od kaprysu jednego człowieka. W tej sytuacji przedstawiciele ,Łazisk” wyszli ze spotkania. Nasza propozycja jest taka, żeby przedstawiciele GZE przyjechali dzisiaj do huty i na miejscu zapoznali się z sytuacją. W rozmowach tych uczestniczyć mają przedstawiciele związków zawodowych.

Autor artykułu: (rym)

Trudne życie beniaminka

Monday, November 26th, 2001

W czerwcu kibice GKS 71 Tychy świętowali awans do IV ligi, teraz niektórzy martwią się, czy w przyszłym sezonie zespół pozostanie na tym szczeblu rozgrywek. Los beniaminka nie jest łatwy, zwłaszcza, jeśli trapią go kontuzje tak często, jak to jest w przypadku GKS. Można powiedzieć, że w ani jednym meczu drużyna nie zagrała w pełnym składzie. Najpierw osłabiona była brakiem Mirosława Rusa, który nie mogł grać ze względów osobistych i Zbigniewa Konieczki.

Kiedy wreszcie pojawili się w kadrze, zabrakło Krzysztofa Skiby i Macieja Ludwiczaka, który doznał kontuzji w meczu z Walcownią. Później ponownie pauzował Zbyszek Konieczko, a Rafał Pawłowicz doznał kontuzji, która wyłączyła go z gry na kilka ostatnich spotkań. To wystarczy, by pokrzyżować plany nawet najlepiej ,poukładanej” drużynie.

W trakcie sezonu nastąpiła też oczekiwana zmiana szkoleniowca. Zbigniew Konieczko, który do tej pory dobrze łączył grę z prowadzeniem zespołu, poprosił po zakończeniu rundy wiosennej o zwolnienie z funkcji trenera. Trener Andrzej Płatek, która pojawił się w połowie piłkarskiej jesieni, prowadził zespół w siedmiu spotkaniach. Drużyna zdobyła w tym czasie 11 punktów (w ośmiu poprzednich spotkaniach tyszanie wywalczyli 7 pkt).

Nikt nie ukrywa, że głównym zadaniem w rundzie wiosennej będzie walka o utrzymanie się. Zadanie nie będzie łatwe, choć wykonalne.
- Kijas, Rus, Madeja, Konieczko, Myszor, Pawłowicz – to piłkarze, na których opierała się gra – powiedział trener Andrzej Płatek. – Z dobrej strony pokazał się pozyskany z Lędzin Zagrodnik. Mam nadzieję, że do wiosny wyleczą kontuzje, a kadra powiększy się, bo trudno grać 13-15 zawodnikami, jak to nieraz bywało.
Był to szczególny rok w historii tyskiego klubu: jubileusz 30-lecia, awans do wyższej ligi, pozyskanie drużyny juniorów z MOSM i dzięki dobrej współpracy z władzami miasta i MOSiR-em – ładniejszy obiekt przy ul. Edukacji.

Zmieniły się także władze klubu, pojawiły się nowe twarze, ale większość pozostała w Zarządzie, co gwarantuje klubowi stabilizację i kontynuowanie dotychczasowej polityki.
Zajęcia w GKS potrwają do 15 grudnia. W tym czasie piłkarze trenować będą cztery razy w tygodniu w hali, na boisku i na lodowisku. Ciekawe, kto z ekipy trenera Płatka potrafi kręcić najlepsze piruety?

Autor artykułu: LESZEK SOBIERAJ

Strażacka roszada

Friday, November 23rd, 2001

Nowy samochód gaśniczy na podwoziu iveco otrzymali zawodowi strażacy z posterunku w Szczekocinach. Auto może zabrać tysiąc litrów wody, jest wyposażone w pompę wysokociśnieniową, sprzęt ratownictwa drogowego, medycznego i maszt oświetleniowy. Pieniądze na jego zakup w całości pochodziły z budżetu Państwowej Straży Pożarnej.

Dotychczas użytkowany tu gaśniczy star trafił do Poręby, a tamtejszy ciężki jelcz do OSP Wierbka, wchodzącej w skład Krajowego Systemu Ratowniczo-Gaśniczego.

Autor artykułu: (wow)

Piękne dziewczyny i kreacje

Friday, November 23rd, 2001

Pokaz galowy Bielskiego Salonu Mody po raz pierwszy odbył się w Fabryce Rozrywki. Organizujące imprezę Biuro Promocji i Wystaw Astra zadbało, by na wybiegu pojawiły się najmodniejsze w tym sezonie kreacje produkowane przez firmy z Bielska i okolic.

Były więc seksowne sukienki, bluzki, spodnie, spódnice, koronki, cekiny, kraty, suknie wieczorowe. Nie zabrakło odzieży sportowej. Pokaz odbył się w rytmach dobrej muzyki. Kreacje demonstrowały elegancko poruszające się modelki i przystojni modele.

Na wybiegu zachwycały modelki w skórzanych kreacjach firmy Anet, od roku współpracującej z odbiorcami z Europy Zachodniej i Japonii. Okazało się, że ze skóry można uszyć nie tylko kurtkę, spodnie i płaszcz, ale także sukienkę, bluzkę czy spódnicę, pod warunkiem, że jest ona doskonale wyprawiona, elastyczna, a krawiec przedni.

Furorę zrobiła kolekcja bielskiego salonu Hexe, złożona z modeli polskiej firmy Hexeline z Łodzi. Uszyta z nowoczesnych technologicznie tkanin, skoordynowana kolorystycznie i wzorniczo, zgodnie z nadchodzącymi trendami mody podobała się zarówno nastolatkom, jak i paniom w poważniejszym wieku.

Autor artykułu: (net)

Strach przed Unią?

Friday, November 23rd, 2001

Strach przed Unią Europejską zagląda w oczy niejednemu jurajskiemu rolnikowi. Szczególnie tym, którzy mają niewielkie, archaiczne gospodarstwa. Nie brakuje jednak rolników wzorowych, którzy mogą sprostać unijnym wyzwaniom.
Takie gospodarstwa można znaleźć w gminie Żarnowiec. Około 90 rolników specjalizuje się tu w hodowli krów mlecznych.

Niektórzy trzymają po kilkanaście krów.

- Uważam, że w przyszłości takich gospodarstw będzie tu około 200 – mówi Kazimierz Sarwa z Ośrodka Doradztwa Rolniczego w Zawierciu. – Już teraz wielu gospodarzy ma dojarki, chłodziarki i sprzęt do zadawania paszy.

Rozwijaniu hodowli sprzyjają warunki klimatyczne i dostatek paszy.

Rolnikiem stosującym nowoczesne metody w hodowli i uprawach jest Adolf Sobieraj z Koryczan. W jego gospodarstwie poziom zoohigieny jest lepszy niż u wielu rolników w krajach Unii Europejskiej.

Polscy rolnicy nie mają dostępu do informacji na temat oczekiwań unijnych.
Dlatego tak wielu działa po omacku, boi się zmian, które są nieuchronne

- Naszego rolnictwa nie można malować w jednolitych, czarnych barwach – mówi Zbigniew Krysztofiak, który jest weterynarzem i pełni funkcję przewodniczącego Rady Gminy w Żarnowcu. – Od kilka lat przybywa rolników, którzy powiększają swoje gospodarstwa, inwestują, radząc sobie nieźle w trudnych warunkach wolnorynkowej gospodarki. Najlepiej prosperują ci, którzy trzymają się jednego profilu. Przerzucanie się z jednej produkcji na drugą powoduje, że po drodze gubi się pieniądze. Natomiast trzymając się jednego, lepiej poznaje się mechanizmy rynkowe i ugruntowuje swoją pozycję wśród odbiorców towarów.

Oczywiście są lata lepsze i gorsze, ale w dłuższej perspektywie straty łatwiej odrobić.

- W naszej gminie nie ma ugorów, bo ludzie żyją z uprawy ziemi – mówi jeden z mieszkańców Żarnowca. – Jedni gospodarzą, tak, jak to robili dziadek i ojciec, a inni starają się dostosować do wymagań rynku. Dlatego różnice w zamożności na wsi są bardzo znaczne. Jednych stać na samochody i komputery, drudzy klepią biedę. To powoduje niezadowolenie i frustrację.

Antoni Wójcik w Łanach Średnich prowadzi hodowlę drobiu na europejskim poziomie. W hodowli drobiu specjalizuje się od kilkunastu lat. Większość czynności w jego gospodarstwie jest zmechanizowana. Komputer steruje dozowaniem paszy i ogrzewaniem. Właściciel, siedząc w domu, obserwuje na monitorze co dzieje się w kurniku.

- Mam stałych odbiorców – mówi Antoni Wójcik. – Czasami są z nimi kłopoty, bo nie płacą w terminie za dostarczone kurczaki. Rynek sprzedaży drobiu jest nieuregulowany. Raz cena jest bardzo wysoka, a kiedy indziej nie pokrywa kosztów produkcji. Jak jest wysoka, to wielu “rzuca się” na tę produkcję i wtedy ceny spadają.

Ale rzecz jasna na przystosowanie się do standardów Wspólnoty trzeba czasu.

Autor artykułu: JERZY WAKSMAŃSKI

Budżetowe przymiarki

Wednesday, November 21st, 2001

Zarząd Powiatu raciborskiego przyjął już uchwałę w sprawie opracowania projektu budżetu na przyszły rok. Planowane wydatki mają wynieść ponad 62,5 mln złotych. Pieniądze pochłoną głównie oświata, opieka społeczna oraz utrzymanie dróg powiatowych.

Władze powiatu postanowiły również utworzyć rezerwę budżetową na nieprzewidziane wydatki w wysokości 40 tys. zł.

Uchwała Zarządu Powiatu raciborskiego będzie teraz przedmiotem debat stałych komisji Rady. Sesję budżetową zaplanowano zaś na 12 grudnia. Dopiero wtedy poznamy ostateczny kształt przyszłorocznego budżetu.

Autor artykułu: (q)

Triennale grafiki

Wednesday, November 21st, 2001

Powiatowa i Miejska Biblioteka Publiczna w Rybniku zaprasza na niezwykłą wystawę pt. “Rybnik 2001″. Pod tym lokalnym tytułem kryje się 50 grafik najwybitniejszych artystów z całego świata. Dzieła zostały wybrane przez jury spośród kilku tysięcy prac, jakie nadeszły na tegoroczne Międzynarodowe Triennale Grafiki.

Konkurs zorganizowało Stowarzyszenie Międzynarodowe Triennale Grafiki w Krakowie.
Prof. Witold Skulicz, prezes Stowarzyszenia zapowiada, że kolekcja zostanie pokazana na dziesiątkach wystaw MTG, a także podczas różnych imprez towarzyszących. Jedną z nich jest Triennale Stu Miast, w ramach którego odbywa się ekspozycja w Rybniku. Celem tego przedsięwzięcia jest szukanie publiczności w aglomeracjach, które przeżywają gwałtowny rozwój i w których dzięki temu tworzą się nowe elity oraz wzrasta zapotrzebowanie na obecność sztuki.

Tymczasem grafika (zdaniem prof. Skulicza) jest sztuką szczególną. Towarzyszyła bowiem ludzkości już na długo przed wynalezieniem papieru i dotąd (choć zmienia się wraz z ewolucją kultury) pozostaje bliska człowiekowi.

- Aby przekonać się o tym, wystarczy zajrzeć do naszej galerii – przekonuje Kornelia Delowicz, wicedyrektor biblioteki. – Ubolewamy jedynie, że zmieściło się w niej tylko 50 grafik. Cieszymy się jednak, że udało się pokazać mieszkańcom choć tyle. Uważamy, że byłoby grzechem nieskorzystanie z propozycji Stowarzyszenia, które za darmo, wraz z katalogami i zdjęciami, wypożycza prace zainteresowanym instytucjom.

Wystawa w Rybniku doszła do skutku dzięki temu, że biblioteka już kilka lat temu nawiązała kontakty z krakowską organizacją i prof. Skuliczem. Piękne prace niestety będzie można podziwiać tylko do 12 grudnia. Potem zostaną one odwiezione do “Bunkra Sztuki” w Krakowie.

Autor artykułu: (eg-p)