Archive for December, 2001

Więcej optymizmu!

Monday, December 31st, 2001

Grudniowe badania CBOS dowiodły, że im bliżej końca 2001 roku, tym bardziej nastroje społeczne pogarszają się. Polaków najbardziej niepokoi dzisiaj sytuacja na rynku pracy. Aż 95 proc. ankietowanych określiło ją jako złą. Niemal połowa obawia się utraty zatrudnienia, a wszyscy są zgodni co do jednego: pracy nie można znaleźć ani w miejscu zamieszkania, ani w okolicy.

Sen z powiek spędza nam również stan gospodarki. Krytycznie oceniły go trzy czwarte uczestników badań. Tak złych ocen CBOS nie notował od 9 lat!

Pogłębiający się pesymizm to również efekt dramatycznych wydarzeń, w które obfitował mijający rok: wrześniowego ataku terrorystycznego na World Trade Center, wojny w Afganistanie, powodzi, która zniszczyła wielu ludziom dorobek całego życia, a także licznych afer korupcyjnych, które podważyły zaufanie społeczeństwa do polityków i ludzi z pierwszych stron gazet.

Mieliśmy jednak również sporo powodów do zadowolenia. Po latach nieobecności na światowe stadiony wraca polska reprezentacja piłkarska, która zakwalifikowała się do Mistrzostw Świata w Seulu. Niebywałą radość przyniósł nam również Adam Małysz. Jego brawurowe skoki narciarskie przykuwają uwagę milionów ludzi na całym świecie.

- Jestem wiernym fanem Adama Małysza i cieszę się z każdego jego zwycięstwa – wyznał ,DZ” prof. Jan Malicki, dyrektor Biblioteki Śląskiej, która została w tym roku uznana za najładniejszy budynek ostatniego dziesięciolecia w woj. śląskim.

Również w wielu dziedzinach medycyny dorównujemy kroku najlepszym ośrodkom na świecie. Zespół kardiochirurgów Śląskiego Centrum Chorób Serca w Zabrzu przeprowadził w październiku pierwszy w Polsce, uwieńczony sukcesem, jednoczesny przeszczep płuc i serca. Zoperowany przez nich 37-letni Marek Breguła z Tarnowskich Gór spędził święta Bożego Narodzenia w gronie rodzinnym. To nadzieja dla wielu chorych.

W lipcu lekarzom z Centralnego Szpitala Klinicznego Śląskiej Akademii Medycznej w Katowicach udało się spełnić marzenia 25-letniej bytomianki o macierzyństwie, która ma wrodzoną wadę serca, uznawaną powszechnie za przeciwwskazanie do zajścia w ciążę. Szczęśliwie urodziła córeczkę.

* * *
Prawie 2/3 Polaków uważa, że sytuacja w kraju zmierza w złym kierunku, a tylko 19 proc. jest przeciwnego zdania. W porównaniu z listopadowym sondażem CBOS, w grudniu odsetek osób pozytywnie oceniających sytuację w kraju zmalał o 11 proc. 48 proc. ankietowanych uważa, że sytuacja polityczna w kraju jest zła, a 74 proc. krytycznie odnosi się do sytuacji gospodarczej. Najgorzej oceniana jest sytuacja na rynku pracy. Jako złą określa ją 95 proc. respondentów, przy czym 65 proc. uważa ją jako bardzo złą. 44 proc. Polaków obawia się utraty zatrudnienia. Pesymistycznie patrzymy również w przyszłość. 39 proc. uczestników badań spodziewa się pogorszenia sytuacji w Polsce, a 41 proc. jest zdania, że nie ulegnie ona zmianie.(ŹRÓDŁO: CBOS)

Autor artykułu: MARIOLA MARKLOWSKA

Ostudzone apetyty kibiców

Monday, December 31st, 2001

Za Hannawaldem na podium stanęli Austriak Martin Hoellwarth i Szwajcar Simon Ammann. Czwarty był Matti Hautamaeki, a nasz Adam Małysz dopiero na piątym miejscu. Konkurs odbywał się przy pięknej pogodzie, ale zmiennym wietrze, który szarpał skoczkami nad bulą. W tej sytuacji łatwiejsze zadanie mieli zawodnicy o większej wadze, a Polak należy do filigranowych skoczków.

Już po pierwszej serii Małysz nie miał większych szans na zwycięstwo. Wszystko za sprawą rewelacyjnego skoku Hannawalda, który odsadził resztę stawki o 10 punktów! Niemiec nie startował w sobotnich kwalifikacjach, dlatego przydzielono mu ostatni numer startowy. W parze trafił na Andreasa Widhoelzla, który kwalifikacje wygrał. W pierwszej serii Austriak nie miał jednak żadnych szans z Hannawaldem, który wylądował na 122 metrze nokautując (idea systemu KO) nie tylko Widhoelzla, ale i pozostałych zawodników z czołówki. Małysz skoczył 117 metrów i po pierwszej serii tracił do asa ekipy niemieckiej 10,1 punktu. Polaka nieznacznie wyprzedzili również Ammann (119 m, 121,7 pkt.) oraz Austriak Martin Koch (118,5 m, 121,3 pkt.).

Rewelacją pierwszej rundy był nieznany Niemiec Joerg Ritzerfeld, który do tej pory zajmował 62. miejsce w klasyfikacji generalnej Pucharu Świata z dwoma zaledwie punktami na koncie. Sobotnie kwalifikacje przydzieliły mu w parze doświadczonego Austriaka Andreasa Goldbergera. Ritzerfeld wykorzystał swoją szansę skacząc aż 118 metrów. Nota 119,4 pkt. dawała mu na tym etapie rywalizacji (14 para w konkursie) prowadzenie. Ostatecznie młody Niemiec po pierwszej serii zajmował 5. miejsce. Goldberger nie miał nic do powiedzenia, ale i tak zakwalifikował się do finału, gdyż znalazł się wśród pięciu przegranych z najwyższymi notami.

Adam Małysz dokonywał już rzeczy wydawałoby się niemożliwych. W pierwszym konkursie tego sezonu w Kuopio skutecznie atakował z szóstej pozycji. Jednak wtedy do prowadzącego Widhoelzla tracił tylko 4 punkty. Tym razem od Hannawalda dzieliła go przepaść. Gdyby w drugiej serii obaj otrzymali takie same noty, Polak musiałby ,przeskoczyć” Niemca o 6 metrów!

Można było to zrobić, co udowodnił Martin Hoellwarth, który w finale poszybował na odległość 129 metrów. Najdłuższy skok w konkursie dał Austriakowi drugie miejsce, bo Hannawald powtórzył swoje osiągnięcie z pierwszej serii i bezapelacyjnie wygrał konkurs w Oberstdorfie.

Adam Małysz poprawił swój wynik. Uzyskał odległość 119,5 m, ale inni skakali lepiej i Polak spadł na piątą pozycję. Musimy się z tym pogodzić, że nasz skoczek nie wygra już wszystkich czterech konkursów 50. Turnieju Czterech Skoczni, co wcześniej nie udało się nikomu. Na razie szansę tę zachował Sven Hannawald. Wierzymy, że mu się to nie uda.

Poza Małyszem skakało w Oberstdorfie dwóch Polaków. Obaj (do czego zdążyliśmy się już przyzwyczaić) odpadli w pierwszej rundzie. Tomasz Pochwała trafił na Hoellwartha i przegrał z nim o 24,1 pkt. Nasz zawodnik skoczył o 9,5 metra bliżej, a przy lądowaniu miał ogromne kłopoty z równoległym prowadzeniem nart. Wojciech Skupień rywalizował z Małyszem. 102 metry dały mu 87,1 pkt. i trzecie od końca miejsce w konkursie.

To, że w jednej parze spotkało się dwóch Polaków nie miało dla Skupnia większego znaczenia. Niemniej mieliśmy pecha, bowiem 13 niemieckich zawodników (przywilejem organizatora jest wystawić większą liczbę skoczków) nie trafiło na siebie.

Autor artykułu: JAROSŁAW GALUSEK

Zabawa z umiarem

Monday, December 31st, 2001

Ostatnie godziny grudnia większość osób spędza na prywatkach oraz balach. Część decyduje się wznieść toast na imprezach pod “chmurką”. O północy nawet ludzie, którzy pozostali tego wieczoru w domu wychodzą złożyć życzenia znajomym. Niestety wielu bawiących się zapomina o ostrożności i trosce o własne bezpieczeństwo.

- Wiele zależy od sposobu w jaki zamierzamy pożegnać mijający rok. Najbardziej narażone na przykre “przygody” są osoby, które postanowiły świętować na dworze – mówi podkom. Magdalena Szymańska-Mizera, rzecznik prasowy Komendy Miejskiej Policji w Katowicach.

Funkcjonariusze podkreślają, że podczas masowych imprez warto zwrócić uwagę na portfele i torebki. W tłumie zebranych przed scenami, gdzie odbywają się koncerty z reguły nie brakuje bowiem kieszonkowców. Najlepszym rozwiązaniem dla amatorów zabaw pod gołym niebem jest zrezygnowanie z zabierania ze sobą większej ilości pieniędzy, cennych przedmiotów, a także niepotrzebnych dokumentów. Jednak nawet niezwykle przezorne osoby nie są w stanie uniknąć wszystkich niebezpieczeństw. Podczas ostatnich sylwestrów były przypadki poparzeń spowodowanych wybuchem petardy. Do pogotowia ratunkowego trafiali też poranieni butelkami, które zostały rzucone w zebranych ludzi. Taki przypadek spotkał w ubiegłym roku 20-latka z Jaworzna. Mężczyzna spędzał noc wraz z przyjaciółmi przed halą przy ul. Grunwaldzkiej. Niewiele było widać, ponieważ panowała spora mgła. Prawdopodobnie dlatego nie widział lecącej w jego stronę butelki, która trafiła go w skroń. Podobną historię przeżył mieszkaniec Katowic.

- Pojechałem do znajomych na os. Tysiąclecia. Wsiadaliśmy do samochodu kiedy ktoś z okna w bloku cisnął butelkę po szampanie. Oberwałem w głowę i na moment straciłem przytomność. Dobrze, że nie byłem sam i szybko otrzymałem pomoc – opowiada katowiczanin Adam Tomczyński.

Policjanci przestrzegają również przed pochopnym siadaniem za kierownicą. Radzą, aby wcześniej dokładnie przemyśleć, czy rzeczywiście prowadzący zamierza zachować abstynencję. Jeśli pojawią się wątpliwości najlepiej zamówić taksówkę. Warto też sprawdzić czy w pobliżu miejsca zabawy znajduje się strzeżony parking.

- Można umówić się w większym gronie i jedną osobę obciążyć obowiązkami kierowcy. Pamiętajmy, że nawet symboliczna lampka szampana wypita przed jazdą może stać się przyczyną problemów. Osoby znajdujące się pod wpływem alkoholu wolniej reagują na różne wydarzenia. Tymczasem warunki na drogach są fatalne i wymagają pełnej koncentracji. Wyruszając na bal zostawmy sobie rezerwę czasową. Będziemy mogli jechać wolniej bez obaw przed spóźnieniem – zaznacza podkom. Jacek Sowa, rzecznik prasowy KMP w Jaworznie.
W sylwestrową noc na drogach zobaczyć będzie można więcej niż zazwyczaj patroli policji oraz straży miejskiej. Funkcjonariusze mają zadbać nie tylko o bezpieczną zabawę, ale też powrót do domów.

- Zdarzają się sytuacje, iż nad ranem po ulicach włóczą się grupy szukających zaczepki najczęściej młodych ludzi. Dlatego też należy unikać samotnych spacerów, zadbać o towarzystwo lub zapewnić sobie transport – dodaje podkom. Jacek Sowa.

Autor artykułu: (mru)

Sekunda na milion lat

Friday, December 28th, 2001

Przy obecnej ulicy Wolności w Częstochowie tradycyjnie zakładali swoje warsztaty zegarmistrzowie. Do dzisiaj jednak z tej tradycji pozostał właściwie już tylko jeden zakład Rybickich założony w 1948 roku.

Nestor rodu, Józef Rybicki zanim założył własną firmę praktykował właśnie w jednym z warsztatów przy Wolności.
Tam też, we własnym mieszkaniu, założył pierwszy warsztat, w którym naprawiał zegarki. Okazało się, że cierpliwość i dokładność przyciągają klientów i warsztat dość szybko zyskał dobrą markę wśród właścicieli chronometrów.

Renoma ta sprawiła, że właśnie Józefowi Rybickiemu wspólnie z warszawskim zegarmistrzem Janem Gorajem powierzono budowę zegara na wieży częstochowskiego ratusza. Jego budowa okazała się dla Rybickich znacząca i opiekują się nim do dziś. Szczególną cechą tego mechanicznego, wielkiego zegara, były kuranty. Ich melodię skomponował Wojciech Łukaszewski.

Warsztat Józefa Rybickiego mieścił się w jednym z pokojów mieszkania na parterze kamienicy przy Wolności 19. Sąsiedni pokój należał do syna pana Józefa, Stefana. Często zdarzało się, że klienci mylili pokoje i wchodzili do pokoju juniora.

Okazało się, że pomyłka była pomyłką tylko do czasu. Stefan za młodu najpierw bawił się zegarkami, a później naprawiał je.

- Pamiętam, że pierwsze jakimi się zajmowałem, to były rosyjskie budziki marki Sława – mówi pan Stefan. – Całkiem niezłe i niektóre do dziś chodzą i wciąż dają się naprawiać, czego nie można powiedzieć o wielu późniejszych konstrukcjach. Potem przyszła kolej na precyzyjniejsze prace. Pamiętam, że ojciec zlecał mi np. wytoczenie ośki do zegarka. Taka oś miała milimetr długości, a grubość mierzoną w dziesiątych milimetra. Ojciec uczył mnie cierpliwości każąc układać po kilkanaście zwojów cienkiego jak włos drucika w małym zegarku. Dzisiaj naprawa zegarków wygląda zupełnie inaczej niż wówczas. Stare zegarki miały łożyska z rubinów, stąd nazwa “kamienie”. Zegarek powinien ich mieć przynajmniej 17. Potem pojawiły się kamienie syntetyczne, nieco tańsze. Teraz wiele zegarków w ogóle nie ma kamieni, szczególnie te tańsze. Cena zakupu jest niższa, ale nie da się ich naprawić. Poza tym z nowoczesnymi zegarkami jest tak, jak z samochodami – nie dorabia się już części, osiek, czy kół. Po prostu zamawia się u producenta i wymienia cały moduł.

Stefan Rybicki był jednym z pierwszych zegarmistrzów w Częstochowie, który szkolił się w dziedzinie obsługi i naprawy zegarków elektronicznych.

- W tej chwili wśrod klientów można zauważyć powrót do zegarków o tradycyjnym wyglądzie – mówi zegarmistrz. – Mniej poszukiwane są czasomierze z wyświetlaczem ciekłokrystalicznym, a bardziej z tradycyjnymi wskazówkami.
Wnętrze jednak pozostaje z mechanizmem kwarcowym. Wśród droższych zegarków są poszukiwane te mechaniczne, ale samonapędzające się, pod wpływem ruchu ręką, co zastępuje codzienne nakręcanie.

W rodzinie pozostała także tradycja opieki zegarem na wieży ratuszowej. Po ostatniej modernizacji dokonanej w 1994 roku przez pana Stefana zużyty już stary mechanizm zastąpiony został elektroniką, a zegar sterowany jest radiem z Frankfurtu nad Menem, co, zdaniem zegarmistrza, zapewnia mu dokładność jednej sekundy na milion lat.

Także zegar na budynku przedwojennej poczty przy ulicy Kopernika, obecnie należący do Telekomunikacji Polskiej SA zyskał dzięki zegarmistrzom nowe serce.

- W tym przypadku praca była szczególnie ciekawa, bo to zegar o bodaj najdłuższych wskazówkach w Polsce – mówi Stefan Rybicki. – Wskazówka minutowa ma około 2,5 metra długości i była bardzo ciężka, dlatego stalowe elementy zegara zamieniliśmy na aluminiowe.

Syn Stefana, Karol Rybicki, także idzie w ślady ojca, jednak także z duchem czasu. O ile Stefan Rybicki był prekursorem sprzedaży zegarków elektronicznych, o tyle Karol planuje sprzedaż ich za pośrednictwem Internetu i sprzedaży wysyłkowej.

Autor artykułu: TOMASZ ZABOROWICZ

Młodzi ludzie w roli nauczycieli

Friday, December 28th, 2001

Nikt nam nie każe tego robić, ale chętnie tu przychodzimy – twierdzi Kamil Niklasiński, student informatyki Politechniki Częstochowskiej.

Należy do grupy studentów zrzeszonych w organizacji AIESEC, którzy zaangażowali się we współpracę z organizacjami pozarządowymi. Od kilku tygodni wspólnie z innymi regularnie co tydzień w środę uczy bezpłatnie języka angielskiego dzieci przychodzące do świetlicy socjoterapeutycznej w siedzibie Towarzystwa Przyjaciół Dzieci przy ul. Kilińskiego 9.

- Przyszłyśmy, bardzo nam się spodobało i zostałyśmy – dodają studentki Anna Michalczyk, Aneta Galińska i Agnieszka Stolarska. – W tygodniu pomimo zajęć na uczelni bez problemu znajdujemy czas dla naszych uczniów.

Częstochowscy studenci uczą młodsze dzieci przychodzące do świetlicy. Ich koledzy z zagranicy, którzy przyjeżdżają do Polski na praktyki, nie znają polskiego i dlatego prowadzą konwersacje dla osób już zaawansowanych.

- W Polsce jest zimno, ale ludzie są bardzo przyjaźni – twierdzi Christian Berkfeld z Meksyku. Jest w Częstochowie od miesiąca i pozostanie jeszcze pół roku. Praca w świetlicy i uczenie kogoś języka to dla niego zupełna nowość. – Dzieci znają gramatykę, ale muszą nauczyć się mówić. To ich największy problem – ocenia.

Podobnego zdania jest Manuel R. Vargas również z Meksyku. W swoim kraju nigdy nie pracował jako wolontariusz, ale uznał, że dzięki temu lepiej pozna Polskę. Julio Cesar Garcia z Brazylii pierwszą lekcję zorganizował o swojej ojczyźnie. Dzieci pytały go, jak wygląda to odległe państwo.

- Nie miałem większych trudności. Dzieci są bardzo otwarte, a ich reakcje zbliżone do maluchów z Brazylii – podsumowuje. Przyznaje, że angażował się już w działania na rzecz innych. Pomagał starszym, zbierał odzież i leki. W Polsce robi zatem to, co lubi.

Działania polskich i zagranicznych studentów są najprawdopodobniej pierwszą tego typu inicjatywą w Polsce.
- Szukałam sposobu, aby rozwinąć współpracę z organizacjami pozarządowymi. I udało się. Nasz pomysł chwycił – twierdzi Patrycja Zwolska, inicjatorka zajęć i równocześnie wiceprezydent do spraw organizacji rządowych i pozarządowych oraz firm w organizacji studenckiej AIESEC. – Przekonanie, że młodzi myślą tylko o pieniądzach legło w gruzach. Stać nas na pracę społeczną.

- Po drugich zajęciach jedna z dziewczynek wręczyła mi rysunek z podziękowaniem. To było niesamowite. Poczułam się fantastycznie – opowiada Magda Dylowska, studentka.

Bezpłatna nauka języka angielskiego to jedna z podstawowych atrakcji działającej od stycznia świetlicy. Lekcję rozpoczęto we wrześniu. Kurs potrwa do końca roku szkolnego. W planach jest obóz językowy w czasie najbliższych wakacji.

- Działamy w oparciu o wolontariuszy – wyjaśnia Teresa Sidorkiewicz, dyrektor biura Towarzystwa Przyjaciół Dzieci Oddziału Powiatowego w Częstochowie. – Pomagają nam nie tylko studenci, ale i nauczyciele oraz pracownicy trzech ognisk działających w mieście.

- Przychodzi do nas wiele dzieci mieszkających przy ul. Kilińskiego i Dąbrowskiego – dodaje Urszula Janiec, prowadząca świetlicę. – Mają zapewnioną pomoc w odrabianiu lekcji, organizujemy tu zabawy oraz dożywianie.

Dzięki współpracy z Gimnazjum nr 15 dzieci ze świetlicy raz w tygodniu wybierają się do działającej w szkole kawiarenki internetowej. Czasami organizowane są wypady do ośrodka TPD do Olsztyna. Działalność jest częściowo finansowana przez Urząd Miasta, ale pomocy trzeba szukać i u sponsorów.
Szczególnie, gdy organizuje się spotkania np. mikołajkowo-wigilijne. Takie odbyło się w świetlicy przed tygodniem. Przygotowano prezenty, były życzenia, kolędy i dodatkowe niespodzianki od uczniów Gimnazjum nr 22.

- Dzieci przychodzą czasami tylko porozmawiać. Opowiedzieć o problemach. Bywa, że rodzice nie mają dla nich czasu – twierdzi U. Janiec.

Autor artykułu: KATARZYNA KULIŃSKA-PLUTA

Zachować ligowy byt

Friday, December 28th, 2001

Po jesiennej rundzie piłkarze częstochowskiego Gromu Victorii zajęli trzecie miejsce od końca. Wiosną muszą zdobyć jak najwięcej punktów, gdyż nie wiadomo, ile drużyn zostanie zdegradowanych. To zależy od sposobu reorganizacji rozgrywek i od tego, czy z III ligi spadną zespoły z województwa śląskiego. Nie ma więc co kalkulować, tylko grać. Z takiego założenia wychodzą piłkarze w Gromie Victorii i już 2 stycznia wznawiają treningi.

Do rundy wiosennej przygotowują się pod okiem Krzysztofa Całusa. Na pewno trafili w dobre ręce. Trener ma nie tylko w częstochowskim środowisku piłkarskim dobrą opinię. Zresztą w Victorii pracował już w latach 1992-96, kiedy drużyna również grała w IV lidze. Posiada uprawnienia do trenowania zespołów I ligi.

- Niestety, z nowym sezonem ostatni mój klub popadł w tarapaty finansowe i większość piłkarzy znalazło sobie nowych pracodawców. W tej sytuacji nie miałem innego wyjścia i odszedłem z Krotoszyna – mówi trener Całus.
W połowie listopada zgłosili się do niego działacze Gromu Victorii.

- Nie traktuję pracy w czwartoligowym klubie jako degradację. Wręcz przeciwnie: cieszę się, że cenią tu moje umiejętności i chcą, żebym trenował zespół. Bo to oznacza, że pracując tu kiedyś zostawiłem po sobie dobre wrażenie – mówi trener Całus.

W 22-osobowej kadrze Gromu Victorii są piłkarze, którzy grali w drużynie prowadzonej kilka lat temu. Są to: Piotr Mrożek, Rafał Kuczera, Tomasz Dzierżyk, Bartłomiej Szmigiel, Dariusz Gładysz, Mariusz Mańko, Mirosław Tyras, Rafał Skrzypkowiak, Adrian Pasieka, Marcin Woźniak. Oni wraz z Filipem Brzózką i Tomaszem Stefańskim stanowią trzon zespołu. Ale coraz częściej do walki o miejsce w podstawowej jedenastce włączają się juniorzy: Jacek Ciekot, Jakub Ciekot i Grzegorz Miedziński.

Trener Całus ma już ustalony plan sparingów. Pod koniec stycznia piłkarze wezmą udział w halowym turnieju w Boronowie. Później rozegrają dwa sparingi na własnym boisku: 2 lutego ze Spartą Szczekociny, a 9 – z Jednością Boronów. Kolejne mecze zagrają na wyjeździe: z Lotnikiem Kościelec (16 lutego), Spartą Lubliniec (24 lutego) i Śląskiem Łubniany (2 marca), Naprzodem Jędrzejów (9 marca). Na koniec, 16 marca, zagrają rewanż u siebie ze Spartą Lubliniec.

Piłkarzy czeka jeszcze wiele pracy. Zdaniem trenera na dzień dzisiejszy tylko 8-9 zawodników prezentuje czwartoligowy poziom. Wierzy, że pozostali przy maksymalnym zaangażowaniu na treningach poczynią na tyle postępy, że zespół utrzyma się w lidze.

Autor artykułu: (kp)

Nim zagra Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy

Thursday, December 27th, 2001

Tegoroczna, dziesiąta już, Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy rusza 13 stycznia. W każdej prawie gminie pojawią się kwestujące grupy młodzieży, a zbiórki pieniędzy odbywać się też będą podczas mnóstwa koncertów i imprez.

Cały dochód uzyskany podczas zbiórki X Finału przeznaczony zostanie tym razem na zakup sprzętu medycznego, który wesprze ratowanie życia dzieci z wadami wrodzonymi, a w szczególności leczenie operacyjne noworodków i niemowląt.

- Staramy się, by sosnowiecki Finał był z okazji 100-lecia miasta jak najlepiej zorganizowany – mówi Jacek Kazimierczak, szef Sztabu Miejskiego Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy 2002 w Sosnowcu.

Prosimy lokalne sztaby Wielkoorkiestrowe o kontakt z naszą redakcją. Będziemy systematycznie informować o wszystkich imprezach związanych z Finałem.

Autor artykułu: (pat)

Wieczerza najuboższych

Thursday, December 27th, 2001

Od kilkunastu lat w uroczystej kolacji wigilijnej, organizowanej przez Zarząd Miejski Polskiego Komitetu Pomocy Społecznej, bierze udział ok. 250 osób. Zapewne przyszłoby więcej do dawnej stołówki Huty Katowice, tzw. “Jedenastki”, gdyby nie problem z ich pomieszczeniem.

Jest to największa Wigilia, jaka odbywa się na terenie Zagłębia, kto wie, czy też nie na Śląsku. Biorą w niej udział ludzie starsi, ubodzy, samotni.

- Bezinteresownie niesiemy pomoc osobom i rodzinom, które z różnych przyczyn niezdolne są do rozwiązywania swych życiowych problemów, w szczególności ludziom starszym, niepełnosprawnym, chorym, samotnym, rodzinom wielodzietnym, pozbawionym nie ze swej winy środków do życia – mówi Henryka Cecha, wiceprezes PKPS w Dąbrowie Górniczej. – W rozeznaniu potrzeb społecznych wykorzystujemy informacje przekazywane przez terenowe ośrodki pomocy społecznej, PCK oraz ośrodki własne. Współpracujemy z wieloma organizacjami społecznymi i charytatywnymi.

Na przygotowanie spotkania PKPS otrzymał z Urzędu Miejskiego 10 tys. zł. Marcin Obielak, uczeń jednej z dąbrowskich szkół, grał na keyboardzie, występował chór z kościoła św. Joachima z Sosnowca?Zagórza, setki osób śpiewało kolędy, dzielono się opłatkiem. W Wigilii uczestniczyli proboszcz kościoła św. Antoniego, Witold Kuźma i Antoni Idasiak, proboszcz parafii św. Rafała Kalinowskiego. Była oczywiście zupa grzybowa z łazankami, ryba z kapustą, kompot, ciasta i owoce. Najważniejsze były jednak paczki, na które wszyscy podopieczni czekali najbardziej. Tradycyjnie też nieodzowną pomoc w organizacji Wigilii ofiarował Zbigniew Latos z sekcji charytatywnej istniejącego od wielu lat Obywatelskiego Bloku Wyborczego.

- Brak dotacji państwa na zadania statutowe, wysokie koszty administracyjne, podeszły wiek społeczników i coraz mniej sponsorów powodują, że w swym działaniu komitet napotyka na wiele barier – mówi Elżbieta Pietruszka, wiceprezes PKPS. – Ubożenie społeczeństwa, likwidacja zakładów pracy powodują, że ludzi potrzebujących jest coraz więcej. My w swojej pracy ustawicznie szukamy sponsorów, pukamy do różnych drzwi z prośbą o wsparcie finansowe lub rzeczowe. Nie możemy bowiem zawieść zaufania tych, którzy liczą na naszą pomoc, odtrącić wyciągniętych dłoni, które widnieją na emblemacie naszej organizacji.

Zarząd Miejski PKPS w Dąbrowie Górniczej mieści się w przychodni przy ul. Adamieckiego. Dyżury odbywają się we wtorki i czwartki, w godz. 10-13. Każdy, kto ma zbędną odzież, pościel, obuwie, sprzęt domowy, meble, może je wtedy dostarczyć lub przynajmniej zgłosić ten fakt telefonicznie (262-59-31). Członkowie komitetu proszą, by nie wyrzucać tych rzeczy i przedmiotów na śmietniki, gdyż giną one w natłoku odpadów, brudzą się i nikt z nich nie może później skorzystać.

Autor artykułu: LUCYNA STĘPNIEWSKA

Czas kolędowania

Thursday, December 27th, 2001

Dąbrowianie w czasie świąt Bożego Narodzenia mogli oglądać żywą szopkę betlejemską. Spektakle jasełkowe i koncerty kolęd zaprezentowano także w innych kościołach Zagłębia. Przedstawienia przygotowywali również uczniowie wielu szkół.

- Tradycja przygotowywania szopek wywodzi się od świętego Franciszka z Asyżu, który po raz pierwszy zaprezentował szopkę w Greccio we Włoszech. Postanowiliśmy kontynuować ten zwyczaj. Tym bardziej, że święty Franciszek jest opiekunem naszego zgromadzenia. Szopkę przygotowano, by oddać cześć Nowo Narodzonemu Bogu. W naszej szopce aktorzy zaprezentowali spektakl w specjalnie przygotowanych dekoracjach – tłumaczy ojciec Robert Dziuda, franciszkanin z parafii świętego Antoniego i Narodzenia Najświętszej Marii Panny w Gołonogu.

Dąbrowianie mogli podziwiać szopkę przygotowaną przy kościele w Gołonogu w dwa świąteczne popołudnia. Spektakl cieszył się dużym zainteresowaniem widzów. Szopkę oglądano całymi rodzinami. W rolach Marii, Józefa, Pasterzy i Mędrców ze Wschodu wystąpili studenci i uczniowie dąbrowskich liceów oraz podstawówek. W przygotowaniu szopki pomagali także dąbrowscy przedsiębiorcy. Jeden z tartaków przekazał deski do przygotowania dekoracji. Przedsiębiorcy zasponsorowali również oświetlenie szopki.

- Od okolicznych hodowców wypożyczono oswojone zwierzęta, koziołki, cielątko i ptactwo. Zabrakło osiołka, ale nie udało się znaleźć odpowiednio przyjacielskiego zwierzaka, którego najmłodsi mogliby pogłaskać. Może uda się wypożyczyć osiołka w przyszłym roku, bo przedsięwzięcie będzie z pewnością kontynuowane – dodaje ojciec Dziuda.
Przedstawienia jasełkowe i szopki w okresie karnawału można będzie oglądać w większości kościołów regionu. W czasie przedświątecznym przedstawienie jasełkowe zaprezentowano także w SP nr 8 w Będzinie. Uczniowie klas starszych przedstawili spektakl teatralny i koncert kolęd. Przedstawienie powstało pod opieką nauczycieli, m.in. polonistki Moniki Rychel, bibliotekarki Elżbiety Kubisy i opiekunki chóru muzycznego Barbary Sosnowskiej. Rodzice pomagali w przygotowaniu dekoracji i kostiumów swoich pociech. Przedstawienie obejrzeli uczniowie i nauczyciele, rodzice dzieci oraz zaproszeni goście.

W szkole przedstawienia jasełkowe odbywają się od kilku lat. W wigilijny poranek spotkanie jasełkowe dla najmłodszych odbyło się również w kościele Matki Boskiej Anielskiej w Dąbrowie Górniczej. Specjalną ruchomą szopkę, rzeźby wprawia w ruch specjalny mechanizm, można oglądać w kościele przy dworcu kolejowym w Sosnowcu. Szopkę można będzie oglądać do końca karnawału. Kościółek jest otwarty przez cały dzień.

- W regionie zawierciańskim bardzo popularny jest zwyczaj, by grupy kolędników odwiedzały domy mieszkańców wsi i miasteczek. Do dziś ta tradycja jest kultywowana. Młodzież w strojach Króla Heroda, śmierci i Turonia oraz aniołów i pasterzy chętnie odwiedza kromołowian. Wizyta kolędników zapewnia mieszkańcom szczęście w przyszłym roku – tłumaczy Anna Kozłowska z zespołu folklorystycznego “Kromołowianie”.

Autor artykułu: Agnieszka Zielińska

Puchar Polski w snowboardzie

Monday, December 24th, 2001

Małgorzata Kukucz i Łukasz Starowicz zwyciężyli w Szczyrku w slalomie równoległym podczas drugiego dnia snowboardowych zawodów o Puchar Polski FIS Nokia.

W sobotnim finale rywalem bielszczanina był najlepszy w eliminacjach Węgier Andreas Zarandy, który dzień wcześniej zanotował pechowy upadek. Dzień wcześniej, w piątek, Starowicz triumfował także w slalomie gigancie równoległym.

W finale kobiet doszło do pojedynku dwóch zawodniczek z AZS-AWF Kraków-Zakopane. Tym razem Małgorzata Kukucz zrewanżowała się koleżance klubowej, Blance Isielonis, za porażkę poprzedniego dnia w finale giganta. Po pierwszym przejeździe Isielonis miała zaledwie 14 setnych sekundy straty do Kukucz. Drugi rozpoczęła zbyt brawurowo, a upadek na stromej ściance nie pozwolił jej odnieść podwójnego zwycięstwa.

Najlepsi zawodnicy zmagań w Szczyrku mieli w sobotę trochę szczęścia. W trakcie eliminacji, podobnie jak zresztą podczas piątkowych zawodów, jazdę utrudniały mocny wiatr i mróz. Tymczasem tuż przed finałami po raz pierwszy od kilku dni zaświeciło słońce.

Wyniki slalomu równoległego o Puchar Polski: kobiety: 1. Małgorzata Kukucz (AZS AWF Kraków-Zakopane), 2. Blanka Isielonis (AZS AWF Kraków-Zakopane), 3. Katarzyna Wiejacha (Busters Ustroń), 4. Laura Lovasz (Węgry), 5. Agnieszka Strządała (SMS Szczyrk), 6. Dorota Żyła (SMS Szczyrk). Startowało 16 zawodniczek; mężczyźni: 1. Łukasz Starowicz (BSS Bielsko-Biała), 2. Andreas Zarandy (Węgry), 3. Paweł Dawidek (AZS AWF Kraków-Zakopane), 4. Marcin Sitarz (AZS AWF Kraków-Zakopane), 5. Maciej Hula (Sokół Szczyrk), 6. Andrzej Kaim (BSS Bielsko-Biała). Startowało 33 zawodników.

Autor artykułu: (mm)