Archive for July, 2002

A Malinka czeka i czeka

Wednesday, July 24th, 2002

Bardzo skomplikowały się plany modernizacji skoczni w Wiśle-Malince. Inwestycja oszacowana początkowo na około 9 mln zł będzie kosztowała… 15 mln zł. – Wynika to z tego, że z początku nie wiedzieliśmy, ile dokładnie będą kosztowały poszczególne elementy skoczni, na przykład sztuczna nawierzchnia. Po cichu spodziewaliśmy się, że inwestycja może kosztować więcej – wyjaśnia burmistrz Wisły Jan Poloczek.

Prezydent zapowiedział w kwietniu w Wiśle, że “w grudniu 2004 roku robimy w Malince Puchar Świata, a Adam walczy o zwycięstwo”. Burmistrz liczy, że Aleksander Kwaśniewski dotrzyma słowa i pomoże teraz w rozwiązaniu problemu. Dzisiaj Poloczek wybiera się do Warszawy. W Kancelarii Prezydenta spotka się z osobami, które Kwaśniewski upoważnił do prowadzenia rozmów w jego imieniu podczas rozbudowy skoczni w Malince. Jan Poloczek zamierza przekonać ludzi prezydenta do swojego pomysłu, czyli przejęcia skoczni przez Centralny Ośrodek Sportu. Burmistrz chciałby, żeby w Beskidach powstał COS łączący narciarskie trasy zjazdowe w Szczyrku, biegowe na Kubalonce i nową skocznię w Malince. Dzięki temu, łatwiej byłoby pozyskać brakujące pieniądze.

Według optymistycznych założeń, modernizacja skoczni w Wiśle-Malince miała ruszyć już wiosną. Do dzisiaj jednak nie został wyłoniony główny wykonawca. Nastąpi to być może za dwa tygodnie. 70 proc. kosztów modernizacji (z kwoty początkowej, czyli ok. 9 mln zł) obiecał pokryć Urząd Kultury Fizycznej i Sportu.

Autor artykułu: (two)

Kłopoty abonentów Cyfry+

Wednesday, July 24th, 2002

Jutro część posiadaczy anten satelitarnych Nowej Cyfry+ zobaczy na ekranach swoich telewizorów tylko “śnieg” zamiast obrazu. Canal+ nie zdążył przestawić około 10 proc. talerzy z satelity Astra na satelitę Hot Bird. Firma DEM’a Promotion Polska, która jest odpowiedzialna za zmianę położenia wszystkich anten twierdzi, że monterzy nie mogli zastać abonentów Cyfry w domach.

- Pracownica oddziału DEM’a z Tychów zadzwoniła do mnie i umówiła z monterem półtora tygodnia temu w piątek po południu – relacjonuje Rafał W. z Katowic. – Nikt nie przyszedł. Jeśli dziś także nikt się nie pojawi, nie będę mógł oglądać programów, za które płacę wysoki abonament.

- Nie wiemy, dlaczego tak się stało. Monter miał widocznie bardzo dużo zleceń i nie zdążył – odpowiada pracownica tyskiego oddziału DEM’a.

Według Krzysztofa Zduńczyka z centrali DEM’a w Warszawie, koordynatora prac związanych z przestawieniem wszystkich anten, w całej Polsce wykonano 90 proc. prac. Nie potrafił jednak powiedzieć, jak duża część zleceń nie została jeszcze zrealizowana na terenie Śląska.

- Cały czas zmienia się baza danych o abonentach. Mamy problemy z adresami, bo nie wszystkie pokrywają się z tymi, które figurują w umowach z Canal+. Nie sposób dokładnie ustalić, ile jeszcze zostało do zrobienia – oświadczył nam Zduńczyk.

Akcja przestawiania anten satelitarnych spowodowana jest wyłączeniem sygnału z satelity Astra, który odbierany był przez abonentów dawnej Wizji TV. Termin ostatecznego przejścia na sygnał z Hot Birda przesuwany był kilkakrotnie właśnie dlatego, że nie można było dokończyć przestawienia odbiorników. W końcu wyznaczono ostateczną datę na 25 lipca. Cała operacja, która rozpoczęła się w pierwszej połowie kwietnia tego roku, jest największym tego typu przedsięwzięciem w Europie. Jak się dowiedzieliśmy w Canal+, w grę wchodziła zmiana położenia ok. 300 tys. anten. Abonenci nie mogą zrobić tego sami, bo nie znają położenia nowego satelity i nie mają urządzenia pozwalającego precyzyjnie naprowadzić antenę na sygnał. Wprawnemu monterowi potrzeba na to kilkanaście minut. Usługa jest bezpłatna.

- Przy takiej skali prac mogą się zdarzyć nieprawidłowości. Będziemy starać się zlikwidować je jak najszybciej – obiecuje Katarzyna Her z biura prasowego Canal+.

Autor artykułu: ADAM WOŹNIAK

Nasze drogie dzieciaki

Wednesday, July 24th, 2002

W połowie lata wielu rodziców trzylatków zaczyna zastanawiać się nad wyborem przedszkola dla swej pociechy. Okazuje się, że opłaty za pobyt naszego malucha w placówce, zależnie od miejscowości, kształtują się bardzo różnie.

W Gliwicach
Gliwiccy radni, jak już informowaliśmy, przed kilkoma dniami zmodyfikowali funkcjonujący od roku w przedszkolach publicznych system opłat. W Gliwicach, podobnie jak w innych miastach, dziecko nie korzystające z posiłków, może bezpłatnie korzystać z opieki przedszkolnej przez pięć godzin dziennie, ustawowo zagwarantowanych do realizacji “podstawy programowej nauczania przedszkolnego”. W Gminie Gliwice godziny te ustalono pomiędzy 8. a 13. Zgodnie z uchwałą, która wejdzie w życie 1 września, rodzice będą mieli natomiast prawo wyboru pomiędzy stałą opłatą ryczałtową niezależną od czasu przebywania dziecka w placówce, która kształtuje się od 80 do 150 zł, bądź płacić za każdą dodatkową godzinę opieki nad dzieckiem osobno od 0,68 do 2 zł. Drugi wariant korzystniejszy jest dla rodziców dzieci przebywających w przedszkolu niezbyt długo. Dochodzi opłata za wyżywienie dziecka w wysokości 1,9 zł za śniadanie, 3 zł za obiad, 0,9 zł za podwieczorek i 2 zł za inny dodatkowy posiłek, czyli 5,8 zł za trzy podstawowe posiłki.

W Zabrzu
Tu obowiązuje uchwała RM z 2001 roku, która w tym roku, jak informuje nas rzecznik prasowy UM, Marek Jarzębowski, nie ulegnie zmianie. Gmina dopłaca do każdego przedszkolaka 225 zł miesięcznie. Pozostałe opłaty, różne w poszczególnych placówkach pokrywają rodzice na podstawie umów z ich dyrekcjami. Stawka za każdą dodatkową godzinę opieki nad dzieckiem wynosi w zabrskich przedszkolach od 0,7 do 1 zł, natomiast tak zwany ,wsad do kotła” za trzy posiłki dziennie, odpowiednio od 3,5 do 4 zł. Bezpłatny, pięciogodzinny limit godzin nie jest ścisle umiejscowiony w rozkładze dnia. W zależności od potrzeb rodzice ustalają z kierownikami poszczegolnych placówek, w jakich godzinach chcieliby z niego korzystać. Okazuje się, że w zabrzańskich przedszkolach spotkać można dzieci gliwiczan pracujących w tym sąsiednim mieście. W Zabrzu jest 39 przedszkoli publicznych, podczas gdy w Gliwicach tylko 30 i oddziały przedszkolne w 3 szkołach podstawowych.

W Rudzie Śląskiej
Aleksandra Świtała z Miejskiego Zespołu Opieki Przedszkolnej w Rudzie Śląskiej twierdzi, że opłaty dodatkowe w przedszkolach publicznych w tym mieście, ustalone uchwałą Rady Miejskiej sprzed dwóch lat, również nie ulegną w najbliższym czasie zmianie. Według naszej rozmówczyni są one jednakowe we wszystkich placówkach. Wspomniana uchwała nakłada na rodziców przedszkolaków koszty w wysokości 4 zł dziennej stawki żywieniowej, jeżeli dziecko korzysta z trzech posiłków i 55 zł tzw. opłaty stałej za dodatkowe, ponadpięciogodzinne przebywanie dziecka w przedszkolu.

Autor artykułu: (ESKA)

Biblioteka z bajerami

Tuesday, July 23rd, 2002

W marcu niemiecka fundacja rozpisała konkurs na tworzenie w Polsce wzorcowej biblioteki dla młodych klientów. Projekty nadeszły z ponad 22 miast. Wygrały tylko dwa: Bielsko i Wrocław. Wczoraj przedstawiciele fundacji gościli w Bielsku, by dopracować ostatnie szczegóły umowy o współpracy, która ma zostać podpisana we wrześniu. Zwarta w niej będzie klauzula, że budynek dla nowej biblioteki, podległej Książnicy Beskidzkiej, zagwarantuje miasto. Na razie myśli się o obiekcie pomiędzy IV LO i książnicą, jednej z kamienic na Rynku lub budynku byłego Finexu, na przedłużeniu ul. Cechowej w kierunku Wałowej.

- Celem tworzonych przez nas modelowych bibliotek, których kilka znakomicie funkcjonuje już na świecie, jest wzrost ilości wypożyczeń o 30-40 w grupie, do której nasza inicjatywa jest skierowana, czyli wśród ludzi w wieku od 13 do 25 lat. Biblioteka oferować będzie nie tylko książki, ale również multimedia, internet, możliwość spotykania się, rozmowy, ciekawego spędzania wolnego czasu. Będzie tu można organizować różne imprezy, a nawet koncerty – mówiła wczoraj Katarzyna Rejdak z Działu Kultury i Oświaty niemieckiego projektu.

Takie biblioteki fundacja zorganizowała już w Dreźnie, Helsinkach, Singapurze, Los Angeles, Kairze. W Dreźnie już 65 proc. młodzieży w wieku 13 do 20 lat jest klientami tzw. medien@age. Teraz przyszedł czas na Polskę. Do końca roku fundacja przeprowadzi w Bielsku i Wrocławiu dokładne badania rynkowe w interesującym ją przedziale wiekowym. Do połowy przyszłego roku, w znacznym stopniu z pieniędzy fundacji, obiekt przeznaczony na wzorcową bibliotekę zostanie wyremontowany i opracowana zostanie jej ostateczna koncepcja. Planuje się, że będzie ona miała powierzchnię od 700 do 1 tys. m kw., a jej otwarcie nastąpi w obu miastach w trzecim kwartale przyszłego roku. Pieniądze z projektu posłużą ponadto na wyposażenie biblioteki. Na kształcenie personelu fundacja przeznaczy dodatkowe środki. Przez 5 lat Fundacja Bertelsmanna opiekować się będzie rozwojem nowej biblioteki. Potem radzić będzie sobie musiała sama.

,Bilbioteki dla młodych klientów” to jeden z trzech segmentów projektu. Kolejne to prowadzony w Niemczech z dużym powodzeniem trening internetowy dla bibliotek oraz seminaria menedżerskie dla kadr kierowniczych bibliotek publicznych oraz polskich samorządowców, które planowane są na rok 2004. Na całość fundacja przeznaczyć zamierza w Polsce 8,8 mln zł.

Autor artykułu: WANDA THEN

Ćwiczą defensywę

Tuesday, July 23rd, 2002

Mistrzowie Polski w hokeju na lodzie, mimo iż mamy środek lata, pracują już na pełnych obrotach. Wyjechali na lód. Nie zaprzestali jednak treningów poza taflą. Biegają, jeżdżą na rowerach.

- Obecne treningi i najbliższe sparingi mają przede wszystkim wzmocnić obronę. Cały czas ćwiczymy ten element – mówi pierwszy trener Unii Karel Suchanek.

Jeżeli chodzi o roszady personalne, to wiadomo, że do Rozuma, Rzimskiego, Stebnickiego i Łabuza dołączy Jerzy Gabryś, oświęcimianin grający przez ostatnie dwa sezony w Stoczniowcu Gdańsk. Miałby on zagrać na obronie w parze z Mariuszem Dulębą. To jednak wciąż nie jest pewne, wszystko jest w fazie dopasowania. Wiadomo, że w kolejnych obronach zagrają Łabuz i Zamojski oraz Gonera i Cinalski. Siłę napadu stworzą Klisiak – Parzyszek – Puzio, Stebnicki – Kelner – Wojciechowski oraz Jaros – Rzimski – Rozum. Petr Rozum poprzedni sezon spędził w czeskiej pierwszoligowej Opavie. Licząc w punktacji kanadyjskiej w ciągu sezonu zdobył 19 oczek. Na napastnika to niewiele, ale trener oświęcimian zapewnia, że jest on odpowiednim trybem w całej maszynie.

- Szukaliśmy kogoś, kto zastąpi Leszka Laszkiewicza na lewym skrzydle i znaleźliśmy. Tam właśnie będzie grał Rozum. Punktami nie ma się co sugerować. Polski i czeski hokej to zupełnie coś innego. Myślę, że Rozum sprawdzi się w Oświęcimiu. Od zdobywania goli mamy Rzimskiego. To typowy snajper – dodaje Suchanek.

Jacek Zamojski wraz z Łabuzem powinni stworzyć silną defensywę. – Marka Stebnickiego nie trzeba chyba reklamować. Wiele lat spędzonych w niemieckiej DEL i jego doświadczenie będą nam bardzo pomocne – stwierdza Suchanek.

Zdaniem trenera dzisiaj, po kilku treningach na tafli, trudno powiedzieć, czy nowi zawodnicy grają to, czego od nich się oczekuje. Jest jednak przekonany, że spełnią swoje zadanie.

Autor artykułu: TADEUSZ JACHNICKI

Walne Zgromadzenie zadecydowało o losie Spółdzielni Pracy “Odzież”

Tuesday, July 23rd, 2002

Walne Zgromadzenie Spółdzielni Pracy “Odzież” zdecydowało o postawieniu firmy w stan upadłości. Spółdzielnia – znana z szycia damskiej odzieży, głównie żakietów i spódnic – przeżywała kłopoty finansowe od lat. Trudną sytuację firmy pogłębił brak zbytu. Sto procent wyrobów częstochowskiego zakładu szło na eksport. Niemiecki odbiorca zrezygnował jednak z kontraktu i spółdzielni zabrakło środków na materiały oraz pensje dla pracowników. Zakładu nie uratowały doraźne zamówienia włoskiej firmy, dla której szyto spodnie. Choć była szansa na większy kontrakt z tym odbiorcą, współpraca urwała się ze względu na słabą wydajność zakładu i niewywiązanie się z terminów.

Firma miała zostać postawiona w stan likwidacji. Rozważano ten pomysł na kwietniowym Walnym Zgromadzeniu członków spółdzielni. Ostatecznie jednak drugie Walne Zgromadzenie podjęło inną decyzję o losach zakładu.

- Walne Zgromadzenie przegłosowało upadłość spółdzielni. Wniosek o postawienie firmy w stan upadłości trafił już do sądu – mówi Marek Tkaczyk, członek zarządu Spółdzielni Pracy ,Odzież”. – 112 pracowników zakładu otrzymało wypowiedzenia. Kolejne 8 dostanie je w sierpniu.

Pozostało około stu osób: członkowie Rady Nadzorczej spółdzielni, zarządcy związków zawodowych, pracownicy będący na zwolnieniach lekarskich.

- Czekamy na syndyka. On zdecyduje o losie reszty załogi – mówi Tkaczyk.

Zakład ma około 1,5 miliona złotych długu: wobec pracowników z tytułu zaległych zarobków, wobec ZUS-u oraz Urzędu Skarbowego za niezapłacony podatek. Załoga od kilku miesięcy nie otrzymywała wynagrodzenia, a jedynie 100-, 200-złotowe zaliczki. Ma nadzieję na uzyskanie zaległych pensji z Funduszu Gwarantowanych Świadczeń Pracowniczych, gdzie spółdzielnia chce uzyskać pożyczkę na ten cel.

Autor artykułu: VIOLETTA GRADEK

Komu złoto?

Monday, July 22nd, 2002

Trzy lata temu w konkursie startowały Milówka, Wisła i Ustroń. W tak silnej stawce mieliśmy małą szansę na wygraną. W tym roku podchodzimy do konkursu bardziej serio – mówił Sylwester Ratajczyk, pełnomocnik gminy Zebrzydowice ds. Złotej Miejscowości. W sobotę w amfiteatrze zebrzydowiczanie włączyli się do walki o tytuł ,Złotej Miejscowości Radia Katowice”, chociaż ze swoimi stoiskami promocyjnymi byli obecni podczas konkursów w innych miejscowościach województwa śląskiego.

- Liczą się dobra zabawa i możliwość wypromowania gminy. Wygrywanie nagród cieszy, ale jeśli nic nie zdobędziemy, to nie będzie tragedii. Najważniejsze, żebyśmy byli widziani na zewnątrz, a ludziom żyło się coraz lepiej – przekonywał Andrzej Kondziołka, wójt Zebrzydowic.

Miejscowość postawiła na lokalnych artystów i twórców. Przez scenę nie przewijały się znane nazwiska, ale dzieci i młodzież ze szkół gminnych oraz miejscowe zespoły folklorystyczne. Imprezę z werwą prowadziła Urszula Wierzgoń, szefowa zespołu Małokończanie, który także zaprezentował się publiczności. Potrafiła pociągnąć za sobą publiczność, a kiedy trzeba było, skutecznie przeganiała chmury gromadzące się nad zebrzydowickim amfiteatrem.

- Nauczyłam się panować nad publicznością podczas przeglądów kultury ludowej ,Złoty Kłos”. Ludzie są swojscy, najlepiej przemawiać do nich gwarą cieszyńską – powiedziała nam pani Urszula.
W najbliższych tygodniach konkursowa karuzela przenosi się do powiatów bielskiego i żywieckiego. W sobotę powalczy Jasienica, a tydzień później Ujsoły.

Autor artykułu: TOMASZ WOLFF

Złotousty oszust

Monday, July 22nd, 2002

Policja zatrzymała oszusta, który handlował w hurcie herbatą nieprawnie używając podrobionego znaku towarowego znanej firmy. Wprowadzał do obrotu herbatę granulowaną pakowaną w workach jutowych – o wadze pół kilograma.

- ,Chałupnictwo” okazało się dobrze prosperującym zajęciem. Kupowana w hurtowni herbata o podrzędnej jakości, która kosztowała kilka złotych, była sprzedawana na bazarach, kierowcom ciężarówek oraz w prywatnych sklepach średnio po… około 30 zł – tłumaczy kom. Katarzyna Staciwa, rzecznik Komendy Miejskiej Policji w Częstochowie. – Kwitnący interes przerwała interwencja przedstawicieli spółki – właściciela znaku przemysłowego. Powiadomili oni sekcję do walki z przestępczością gospodarczą naszej komendy.

Oszustem okazał się 44-letni mieszkaniec Dębowca. Testował swój sposób na łatwy zarobek przez kilka miesięcy – od marca tego roku do lipca, kiedy zatrzymała go policja.

- Przekonał się o swoich krasomówczych zdolnościach, darze przekonywania ludzi i skuteczności argumentowania. Zamiast jednak zostać czołowym przedstawicielem handlowym firmy spożywczej, znajdzie się w sądzie – komentuje kom. Staciwa. – Za naruszenie ustawy o prawie własności przemysłowej grozi mu odpowiedzialność karna w postaci grzywny, ograniczenie lub pozbawienie wolności do lat 2.

Ofiarami oszustów – jak wynika ze statystyk – padają często osoby naiwne, starsze, które łatwo omamić wizją zysku czy zaoszczędzenia na wyjątkowej transakcji. Policja przestrzega przed okazyjnym kupowaniem rzeczy zachwalanych po mistrzowsku przez akwizytora czy domokrążcę.

- Towar okazuje się często bublem, wartym – w najlepszym wypadku – tylko część wydanej na niego kwoty – mówi rzecznik policji.

Autor artykułu: (vig)

Znak indywidualności

Monday, July 22nd, 2002

Zakłady zajmujące się malowaniem skóry przez nakłuwanie to dziś salony, studia. Klientela to już nie chłopcy z wojska, którzy chcą mieć wytatuowane imię dziewczyny. Do salonu przychodzą panie i panowie z towarzystwa, ze sfer artystycznych, głównie rockowych.

- Tatuaż nie jest dziś oznaką przynależności do grupy subkultury – mówi Mariusz Szmerdt z częstochowskiego studia tatuażu. – Jest to raczej przejaw indywidualności. Na życzenie klienta można wytatuować wszystko. Od fragmentów znanych obrazów do wzorów abstrakcyjnych. Cena zależy od wielkości. Od 80 zł za tatuaż wielkości pudełka zapałek.

Na zrobienie sobie rysunku na skórze decyduje się głównie młodzież, chociaż taką ozdobę wybierają też osoby w średnim wieku.

- Mam dwa tatuaże – mówi Marek Kondas. – Zrobiłem je sobie po zdaniu matury. To niewielkie rysunki. Jeden przedstawia motyla, mam go na lewej łopatce, drugi to arabeska na prawym bicepsie. Moja dziewczyna też się zdecydowała na maleńki tatuaż – różyczkę koło pępka.

To już nie te czasy, gdy sinej barwy rysunek na skórze kojarzył się z subkulturą więzienną. Więźniowie prawie zaprzestali tatuowania się. W kryminale, wśród grypsery ważne są tatuaże na ramionach, gdzie ,dzierga” się stopnie wojskowe, co ,pod celą” ustala hierarchię wartości więźnia. W tym światku wiadomo też, co oznaczają niewielkie kropki w kąciku oka. Wtajemniczeni od razu rozpoznają po takich znakach, czy mają do czynienia z git – człowiekiem, czy frajerem. Więźniowie wybierają też często rysunki sprośne. Tatuaże mogą być kompromitujące w określonych środowiskach. Oczywiście te tatuaże, które jednoznacznie kojarzą się z tzw. marginesem społecznym. Do salonów kosmetycznych przychodzą klienci, którzy chcą się pozbyć takiego rysunku. Zabieg chirurgiczny zależy od wielkości tatuażu. Im większy, tym kosztowniejszy.

Innych klientów mają studia tatuażu. Tu wykonuje się pracę często artystyczną. Robi się oczywiście tatuaż niejako maszynowo. Do dyspozycji są odpowiednie narzędzia. Ale też są bardzo wysublimowane rysunki, prawdziwe cacka. To wymaga pracy, a także znajomości anatomii, jeśli klient życzy sobie tzw. ruchomy tatuaż, poruszany pracą mięśni. Ważny jest wzór, kolorystyka, cierpliwość klienta.

Wytatuować można sobie wszystko i wszędzie. I tu przykład dają gwiazdy sceny i ekranu. Wiecznie młoda Cher zafundowała sobie motylka w pachwinie. Claudia Schiffer wolała rybkę na kostce u nogi. I jakże się dziwić, że w salonach tatuażu coraz więcej jest kobiet. Zdaniem znawców kobieta wie jak nosić tatuaż. Bo tatuaż się nosi. Jeśli decydują się na interesujący rysunek w bardzo intymnym miejscu, pewnie przeznaczony jest dla kogoś, kogo bardzo kochają. Ten na plecach, czy ramieniu ma wzbudzać zainteresowanie właścicielką.

Tatuują się gwiazdy rocka, aktorzy grywający często silnych mężczyzn. Micky Rourke, mocny facet ekranu i pasjonat boksu obnosi się z orłem na ramieniu. Rutger Hauer o bicepsach jak z żelaza ma tajemniczą rozetę. I już działa znany mechanizm: chcesz być jak oni, zrób sobie tatuaż.

Tatuują się też w specyficzny sposób młodzi ludzie związani z grupami nieformalnymi. Skinheadzi robią sobie symbole faszystowskie. Sataniści specjalnie golą fragment głowy, aby tam zrobić sobie odpowiednie znaki.

Kto się boi nakłuwania igłą, albo chce mieć tylko sezonowy rysunek na skórze, może sobie nakleić kolorową kalkomanię. Aby dobrze wyglądać z takim wizerunkiem najlepiej zaopatrzyć się w importowaną, zachodnią. Można też wymalować się zmywalnymi farbami ekologicznymi. W Częstochowie na ulicznym straganie można kupić kalkomanię, która przyklejona do skóry wytrzyma trzy miesiące.

Autor artykułu: JANUSZ STRZELCZYK

Możemy zmarnować wsparcie warte co najmniej 400 tys. euro

Friday, July 19th, 2002

Jednym z zadań Powiatowego Centrum Pomocy Rodzinie jest pomoc w rehabilitacji społecznej poprzez zajęcia w warsztatach terapii zajęciowej. Centrum chce uruchomić takie właśnie warsztaty. Z pomocą przyszła mu Regionalna Fundacja Pomocy Niewidomym w Chorzowie.

- Projekt, sfinansowany przez Starostwo Powiatowe, zakładał wykorzystanie hali po byłych warsztatach szkolnych Zespołu Szkół Technicznych na zorganizowanie warsztatów i zakładu aktywności zawodowej. Miała tu powstać wielofunkcyjna jednostka organizacyjna o nazwie Jurajski Ośrodek Szkoleniowo-Terapeutyczno-Rehabilitacyjny “JOSTER”. W jej skład miały wejść Ośrodek Wczesnej Rewalidacji Dzieci Niedowidzących i Niewidomych ze sprzężoną niepełnosprawnością oraz Ośrodek Szkoleniowo-Metodyczny dla pracowników socjalnych powiatu – wyjaśnia Józef Pałka, dyrektor PCPR w Zawierciu. – Po wykonaniu projektu i kosztorysu okazało się, że koszt inwestycji miałby wynieść 2 501 tys. zł.

Zmieniono więc założenia projektu. Tym razem Fundacja zleciła wykonanie projektu samych Warsztatów Terapii Zajęciowej dla 30 osób. Koszt obliczono na nieco ponad 202 tys. zł. (z wyposażeniem i finansowaniem bieżącej działalności 405 525 zł). Miało powstać 6 pracowni: metalowa – obróbka ręczna, metalowa – obróbka mechaniczna, montażowa, kulinarna, plastyczna i wikliniarska. Fundacja zadeklarowała dofinansowanie 103 085 zł.

- Zmiana zasad finansowania warsztatów wprowadzona ustawą z 17 grudnia 2001 r. spowodowała, że decyzja o przyznaniu środków na ich utworzenie znalazła się w gestii powiatu – informuje Józef Pałka. – Tymczasem środki PFRON, jakie przyznano kierując się algorytmem powiatowi zawierciańskiemu, są niewystarczające na realizację zadań bieżących. Nierealne jest więc wykorzystanie ich na tworzenie warsztatów (to jedna trzecia środków z 1999 r.).

Fundacja wystąpiła o środki w ramach Programu Phare ACCES 2000.

- Jesteśmy w stanie przeznaczyć 200 tys. euro na zagospodarowanie części hali pod warsztaty, tym bardziej, że większość wyposażenia (za ok. 200 tys. euro) jest już w naszych magazynach – mówi Norbert Galla, prezes Fundacji. – Nie możemy jednak czekać w nieskończoność. Jeśli w najbliższym czasie nie uzyskamy decyzji co do powstania warsztatów, będziemy musieli wykorzystać te środki na stworzenie warsztatów w innym powiecie.

Powiatowe Centrum Pomocy Rodzinie chce wystąpić do Rady Powiatu z wnioskiem o podjęcie uchwały deklaratywnej, dotyczącej dofinansowania bieżącej działalności warsztatów w przypadku ich powstania (ze świadomością jednak, że deklaracja nie może zostać potwierdzona przez PCPR, bo nie wiadomo, jakie środki skieruje do powiatu PFRON w przyszłym roku).

Podczas spotkania Komisji Pomocy Społecznej, Aktywizacji Zawodowej i Polityki Prorodzinnej z przedstawicielami Fundacji rozważano możliwość obniżenia kosztów przez adaptację pomieszczeń w innym, wymagającym mniejszych nakładów budynku, i stworzenie na razie tylko 15 miejsc dla uczestników.

- Warsztaty Terapii Zajęciowej są w powiecie rzeczywiście potrzebne. Już od 3 lat walczymy o to, by powstały -mówi Zygmunt Knopik, przewodniczący Komisji. -Wszystkim wiadomo, że powiat poniesie ogromne wydatki w związku z wprowadzaniem programu naprawczego i standaryzacją usług Domu Pomocy Społecznej, to w tej chwili priorytet. Trudno w tym wypadku podejmować decyzje finansowe. Nie możemy jednak zaprzepaścić jedynej szansy utworzenia warsztatów, szczególnie że mamy tak znaczną pomoc finansową Fundacji. Roczne prowadzenie warsztatów dla 30 osób kosztowałby powiat 400 tys. zł. Jeśli stworzone zostaną stanowiska tylko dla 15 osób, to 200 tys. zł. Warto też pomyśleć, czy nie lepiej wykorzystać budynek po przychodni na terenie “Przyjaźni”. Koszty adaptacyjne byłyby o wiele niższe, gdyż w budynku nie ma barier architektonicznych.

Autor artykułu: IWONA KUŹNIAK