Publicznych przeprosin i przekazania 50 tys. zł na cel charytatywny domaga się były
prezydent Mirosław Kruszyński od swojego kontrkandydata w wyborach, Henryka Cieplika.
Poprzedni włodarz Ostrowa twierdzi, że w czasie kampanii wyborczej został nazwany kłamcą. Nie zgodził się na polubowne załatwienie sporu. Z kolei inny mieszkaniec tego miasta poczuł się urażony, gdy jego twarz ukazała się, wbrew jego woli, w spocie wyborczym obecnego prezydenta Ostrowa Jerzego Świątka.
Pierwsze starcie
Pomiędzy Kruszyńskim a Cieplikiem dwukrotnie zaiskrzyło w czasie ubiegłorocznej kampanii. Najpierw Cieplik odwiedził urzędującego prezydenta w jego gabinecie. Obaj panowie długo rozmawiali, a gdy wyszli opowiedzieli zupełnie różne rzeczy. Mirosław Kruszyński twierdzi, że otrzymał propozycję. Polegała ona na wycofaniu się Cieplika z kandydowania, pod warunkiem, że jego żona zostanie wiceprezydentem ds. Unii Europejskiej. Z kolei Henryk Cieplik utrzymuje, że tylko sugerował prezydentowi utworzenie takiego, nieistniejącego jeszcze wtedy stanowiska. Po jakimś czasie sprawa ucichła, ale, jak się okazało, stanowiła dopiero wstęp do prawdziwej batalii.
Prezydent kłamcą?
Na sześć dni przed pierwszą turą wyborów Cieplik poinformował, że dotarł do dokumentów świadczących o tym, iż ostrowski browar został sprzedany sieci TESCO. Kruszyński, który w swoim programie wyborczym zapowiedział m.in. uruchomienie nieczynnego browaru, zaraz zaprzeczył tym wiadomościom. Przyznał, że między Kompanią Piwowarską a siecią TESCO zawarta została tylko umowa przedwstępna, nie mająca de facto żadnej mocy obowiązującej. Cieplik jednak nie ustępował i w jedym z materiałów wyborczych nazwał Kruszyńskiego kłamcą, gdyż oszukał wyborców. To stało się powodem skierowania do sądu pozwu cywilnego.
- Te zarzuty zaszkodziły mi jako kandydatowi na prezydenta i miały wpływ na końcowy wynik wyborów – uważa Mirosław Kruszyński. – Sprawa od początku była elementem gry wyborczej. Stosowne dokumenty przedstawiłem dziennikarzom. Jako prezydent nie miałem ani zamiaru, ani możliwości sprzedaży browaru.
- Opierałem się na pewnych faktach – twierdzi Henryk Cieplik. – Istniały przesłanki do tego, że browar mógł być sprzedany. Czy TESCO starałoby się o zawarcie umowy, gdyby nie miało jakiejś formy własności terenu, na którym stoi browar? Umowa przedwstępna może być umową końcową.
Dwa teksty przeprosin
Odbyły się już trzy rozprawy przed Sądem Okręgowym w Kaliszu. Na początku zarówno Cieplik, jak i przewodniczący składu orzekającego zaproponowali ugodowe załatwienie sporu. Nie doszło jednak do tego. Powodem były rozbieżności dotyczące tekstu przeprosin. Kruszyński obstawał przy tym, aby brzmiało ono następująco: „Przepraszam Mirosława Kruszyńskiego za to, że w trakcie kampanii wyborczej użyłem wobec niego obraźliwego określenia, nazywając go kłamcą”. Natomiast Cieplik chciał, aby dopisać jeszcze dalszy ciąg brzmiący: „… w odniesieniu do różniącej nas opinii dotyczącej browaru”. Na to z kolei nie zgodził się Kruszyński.
- Tekst zaproponowany przez pana Cieplika nie satysfakcjonował mnie, gdyż ograniczał się tylko do sprawy browaru, a przecież sformułowania, które padły w czasie kampanii, miały szerszy wydźwięk – mówi Mirosław Kruszyński.
Taśma w sądzie
Kaliski sąd przesłuchał troje świadków, członków komitetu wyborczego Mirosława Kruszyńskiego. Wszyscy potwierdzili, że informacje Cieplika zaszkodziły wizerunkowi prezydenta, gdyż mieszkańcy mogli nabrać przekonania, że kłamie on także w innych sprawach. Z kolei Henryk Cieplik wniósł o dołączenie nowego dowodu – taśmy z debaty wyborczej kandydatów. Miały wtedy paść słowa świadczące o tym, iż Kruszyński wiedział o zawarciu umowy z TESCO. Na kolejnej rozprawie, która odbędzie się w maju, sąd obejrzy tę taśmę. Później będą przesłuchane obie strony postępowania.
Spot z wizerunkiem
W sądzie jest jeszcze jedna sprawa związana z przebiegiem jesiennej kampanii wyborczej do samorządu w Ostrowie. To proces dotyczący umieszczenia wizerunku jednego z mieszkańców w spocie reklamowym kandydata lewicy – Jerzego Świątka. Mirosław G. utrzymuje, że „pożyczył” swoją twarz do filmu po uzyskaniu zapewnienia od realizatorów, że kręcony jest reportaż o mieście. Tymczasem po kilku dniach zobaczył siebie samego w materiale wyborczym emitowanym przez miejscową kablówkę. W dodatku nie był to materiał kandydata, na którego G. zamierzał głosować.
Ostrowianian skierował sprawę do sądu. Jednak pozwanym jest nie telewizja kablowa, a realizator programu – związana z komitetem Jerzego Świątka dziennikarka ogólnopolskich mediów, pełniąca obecnie funkcję ambasadora Ostrowa w Warszawie.
Autor artykułu: Marek Weiss