Obrońcy zwierząt oskarżają myśliwych o bezkarne strzelanie do psów.
Kilka dni temu na oczach właściciela został zastrzelony rasowy alaskan malamut.
Rodowodowy pies znajdował się zaledwie kilka metrów od opiekuna. Zdarzenie miało miejsce w okolicach Brzezin.
Czysty bandytyzm
- To czysty bandytyzm – mówi ze łzami w oczach Andrzej Dulnik, który w ten sposób stracił swojego najlepszego przyjaciela. – Wyszedłem z psem do lasu na spacer. Przez dwadzieścia lat byłem górnikiem i mam pylicę. Szliśmy leśną drogą. Doszedłem do polany. Chciałem zobaczyć czy rosną już grzyby i się schyliłem. Pies spokojnie siedział niedaleko. Chwilę później padł strzał. Nie wiedziałem co się stało. Podbiegłem do niego. Za chwilę zobaczyłem osoby w strojach myśliwskich, a jedna z nich miała sztucer na plecach.
Mężczyzna wskazał nawet konkretne nazwiska. Jednym ze sprawców miał być miejscowy leśniczy, a innym obywatel Niemiec. Dochodzenie w tej sprawie wszczęła policja.
- Obecnie ustalane są okoliczności zdarzenia – wyjaśnia podinspektor Barbara Buśkiewicz, rzecznik prasowy Komendy Miejskiej Policji w Kaliszu.
Zatarte ślady
Podobnych zdarzeń odnotowano w ostatnich tygodniach znacznie więcej. W ubiegłym tygodniu został zastrzelony pies w Zborowie (gm. Żelazków). Właścicielka nie zgłosiła sprawy na policję, ponieważ zastrzelone zwierzę zostało ukryte przez sprawców. O wszystkim zostało powiadomione jednak Schronisko dla Bezdomnych Zwierząt w Kaliszu.
- Pies został postrzelony i bardzo długo się męczył zanim zdechł – mówi właścicielka psa, prosząc o anonimowość. – Jesteśmy przekonani, że zrobili to myśliwi. Żeby sprawa nie wyszła na jaw postanowili zatrzeć ślady.
Walka z wiatrakami
Od miesięcy z myśliwymi strzelającymi do zwierząt domowych walczy Stowarzyszenie Przyjaciół Zwierząt w Ostrzeszowie. Po jego interwencji udało się pociągnąć do odpowiedzialności mężczyznę, który zastrzelił psa w Doruchowie. Niedawno sąd uznał Jana K. winnym. Myśliwy musiał zapłacić 100 złotych na rzecz Stowarzyszenia oraz kilkaset złotych na Skarb Państwa i pokryć koszty procesu.
- Mimo że kwota była symboliczna, to i tak pieniądze te musieliśmy ściągnąć przez komornika – tłumaczy Robert Nowak, prezes Stowarzyszenia Przyjaciół Zwierząt w Ostrzeszowie. – Większość myśliwych pozostaje jednak bezkarna. Mimo posiadanych przez nas dowodów łamania prawa, prokuratury odmawiają wszczęcia postępowania. Często zabijane są psy, które spacerują nawet z dziećmi. Myśliwi czują się bezkarni.
Wina kłusowników?
Prawo strzelania do bezpańskich psów stwarza myśliwym ustawa z czerwca 2002 roku.
- Daje ona możliwość redukcji zdziczałych psów i kotów – tłumaczy Marek Przybylski, łowczy okręgowy. – Muszą być jednak spełnione określone warunki. Myśliwy może strzelać tylko wówczas, gdy pies jest bez dozoru, stwarza zagrożenie dla dziko żyjących zwierząt i znajduje się w odległości przynajmniej 200 metrów od zabudowań. Cały czas napiętnuję tych myśliwych, którzy nadużywają przepisów. Z naszej strony może im grozić zawieszenie w prawach do polowania na okres roku. Pojedyncze przypadki nie mogą rzutować na całe środowisko myśliwych. Wielokrotnie to kłusownicy ubrani w stroje myśliwskie strzelają do psów, które zaczynają im przeszkadzać.
Wątpliwości rzecznika
Ostrzeszowskie stowarzyszenie nie zamierza jednak rezygnować z walki z nieuczciwymi myśliwymi.
- Posiadane przez nas informacje przesłaliśmy do Komendy Głównej Policji – dodaje Robert Nowak. – Zwróciliśmy się także do Rzecznika Praw Obywatelskich, który podzielił nasze wątpliwości, dotyczące przepisów upoważniających myśliwych do strzelania, do zwierząt domowych.
Autor artykułu: Andrzej KURZYŃSKI